Dobry zwyczaj – nie pożyczaj! Szczególnie pieniędzy!

#dobrynawyk – nie zadłużaj się

21.12.2016

W klasycznym rozumieniu tego terminu chodzi o nie pożyczanie pieniędzy komuś – czasami zwyczajnie trudno je odzyskać. Dzisiaj chciałbym jednak zwrócić uwagę na drugą stronę medalu. Łatwo dostępne kredyty, pożyczki, chwilówki, karty kredytowe, możliwość zrobienia debetu na koncie. Wszystko to również wiąże się z pożyczaniem pieniędzy, ale w drugą stronę.

 

Po historii jaką ostatnio usłyszałem, doszedłem do wniosku, że to jest prawdziwe ryzyko związane z pożyczaniem pieniędzy w czasach, w których żyjemy. Prześmiewczo mówi się, że jeśli pożyczysz z banku 10 000 zł i nie możesz spłacić tej kwoty, to problem masz Ty. Jeśli jednak analogiczna sytuacja dotyczy 1 000 000 zł to problem ma bank. Niestety najczęściej spotykamy się z sytuacją z tej pierwszej kategorii.

 

Polacy lubią pożyczać pieniądze

Jak nie pożyczyć, skoro można? Tak mocne strywializowanie problemu prowadzi do dwóch sytuacji:

- w 2015 roku został pobity rekord w wysokości udzielonych kredytów konsumpcyjnych. W sumie pożyczyliśmy kwotę wynoszącą 80 miliardów(!) złotych i w tej kategorii pobiliśmy wynik z roku 2014, kiedy to łączna pożyczona kwota wynosiła 778 miliarda złotych. Wzrosła też liczba kredytów mieszkaniowych – w 2015 roku zawarto 196,5 tysiąca takich umów (źródło).

- w efekcie tego coraz więcej osób pozostaje zadłużonych. Świadczą o tym dane Rejestru Dłużników ERIF Biura Informacji Gospodarczej. Rekordzista sprzed dwóch lat, mieszkaniec Mazowsza, zalega na ponad 110 000 000 złotych. Jednak statystyki pokazują, że średnie kwoty zadłużenia są o wiele bliższe naszym realiom. Przeciętny dłużnik to mężczyzna w wieku 31-46 lat z województwa mazowieckiego, śląskiego lub świętokrzyskiego, zalegający na sumę 7 000 zł. Co jednak niepokojące, z roku na rok wzrasta liczba osób figurujących w danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor – od sierpnia 2015 roku do końca października 2016 roku wzrosła z 1,25 mln do 1,74 mln nazwisk (źródło)! Swoje miejsce w tym zestawieniu ma każdy, kto zalega na kwotę minimum 2 000 złotych i takich osób, spośród wszystkich, jest 30,02%. Natomiast z kwotą do 5 000 zł zalega ponad połowa dłużników – dokładnie 51,1% (źródło).

 

Jak się chronić przed długami?

Powtarzałem to już w wielu swoich artykułach, ale zrobię to jeszcze raz – niestety żyjemy w kulturze, w której nie rozmawia się o pieniądzach. I choć coraz częściej – przynajmniej w moim kręgu towarzyskim – słyszy się, że komuś udało się fajnie zainwestować, o tyle już o porażkach nie rozmawiamy w ogóle. Trudno się dziwić, że ktoś nie chce żyć z łatką niezaradnego finansowo. Rzecz jednak w tym, że te kwestie i tak, prędzej czy później, wyjdą na jaw! Wstydzimy się długów i problemów finansowych, jednak im wcześniej zaczniemy zdobywać wiedzę na temat tego, jak je przezwyciężyć, tym większa szansa, że zakończenie będzie w miarę udane.

Ogólnym problemem jest fakt, że nie myślimy perspektywicznie. Mało kto ma odłożoną gotówkę na „czarną godzinę” – jeśli z kimś rozmawiam o oszczędnościach to tylko w kontekście konkretnego zakupu. Ostatnio dane mi było poznać historię Jacka. Po problemach Jaśki i Marka miałem już pewne doświadczenie w wysłuchiwaniu „finansowych” historii, niemniej ten kaliber był o wiele cięższy. Jacek poprosił mnie o rozmowę w 4 oczy.

 

Nie pytaj „czy” kryzys nadejdzie, ale „kiedy”

Niestety, Jacek modelowo wpisuje się w charakterystykę dłużnika, o której informują statystyki. Mieszka w mieście do 200 000 mieszkańców, mieści się w powyższym przedziale wiekowym (ma 39 lat), jednak Jacek w jednej kwestii wybił się ponad przeciętność – suma jego zobowiązań wynosiła aż 5 cyfr! Jacek popełnił kilka błędów, ponadto szybko przyzwyczaił się do życia na pewnym poziomie, zbyt późno zauważając, że czas przystopować.

Jacek miał dobrą pracę – zatrudnił się w segmencie IT i choć nie jest programistą, to na brak pieniędzy narzekać nie mógł. Jednak jego pensja w dużej mierze zależała od prowizji. Dopóki zarabiał dużo, świadomie odkładał pieniądze na czarną godzinę. Pozwalała mu na to comiesięczna wypłata – bez większego wysiłku był w stanie odłożyć z niej modelowe 10%, ale już ewentualne premie przeznaczał na przyjemności. Jacek wraz z żoną wziął kredyt na mieszkanie, a część wkładu własnego pochodziła z oszczędności. Chwilę po urządzeniu się Jacek popełnił pierwszy, karygodny błąd – całe zabezpieczenie finansowe, które pokrywało 4 miesiące życia ich dwojga wraz ze spłatą kredytów (oprócz mieszkania spłacane było także auto oraz inne zobowiązania, o których wiedział tylko Jacek), przepadło w wyniku nietrafionej inwestycji.

Zbiegło się to w czasie z kwartałem, w którym Jackowi nie przypadła w udziale żadna premia, a i prowizja – ze względu na sytuację na rynku – była mniejsza, niż zakładał.

Żona Jacka o inwestycji nie wiedziała – to drugi, karygodny błąd jaki popełnił mój kolega.

 

Nie ukrywaj długów przed najbliższymi!

Kiedy dowiedziała się o tym, co zrobił jej mąż – wpadła w szał. Nagle okazało się, że pieniędzy wystarczy na styk, od 10 do 10. Coraz niższe sumy prowizji nie zaalarmowały Jacka – pocieszał się tym, że analogiczne okresy w latach ubiegłych też były słabsze (ale nigdy aż tak!, wykrzyczała mu Alina podczas jednej z kłótni). Wciąż jednak zapraszał żonę na obiady w restauracjach, zakupy, wyjazdy, za które coraz częściej płacił kartą kredytową, zatajając przed nią ten fakt.

Miarka przebrała się, kiedy kilka miesięcy później okazało się, że na 10 dni przed wypłatami na wspólnym koncie nie ma pieniędzy. Alina nigdy Jackowi nie wchodziła w drogę w kwestii domowego budżetu – do czasu wręcz uważała, że Jacek świetnie sobie z pieniędzmi radzi! Apogeum kryzysu przypadło na moment, w którym Jacek stracił pracę. Zamiast jednak podjąć natychmiastowe kroki naprawcze (np. sprzedaż dopiero co spłaconego auta), trwał w beznadziei, szukając dorywczych zleceń, balansując na granicy limitu kredytowego na karcie oraz wykorzystując debet na koncie. Alina o „kreatywnej księgowości” Jacka dowiedziała się, kiedy było już zdecydowanie zbyt późno…

 

Kiedy dzwoni windykacja…

Alina była wtedy w domu sama. Akurat kończyła gotować swojemu mężowi obiad, gdy usłyszała telefon. Po drugiej stronie był pracownik działu windykacji banku, w którym para miała do spłacenia kredyt mieszkaniowy. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, w jak olbrzymie tarapaty została wciągnięta przez Jacka. Sytuacja była na tyle intensywna, że w paru miejscach wypowiedziane zostało słowo „rozwód”. Alina jednak nie potrafiła opuścić Jacka w potrzebie, a on zaproponował, że przepisze na siebie wszystkie długi.

Tutaj mała dygresja – Jacek, przed apogeum niefortunnych wydarzeń, zachowywał się jak idealny przykład dłużnika (dane pochodzą z raportu Krajowego Rejestru Długów za 2012 rok). Po pierwsze kupił dom (robi tak 20% dłużników), później pojazd mechaniczny (30%). Czasami korzystał z kredytów (w ten sposób kupił ogromny telewizor), ponieważ nie miał jednorazowo wystarczająco dużo gotówki (61%). Po utraceniu płynności finansowej ograniczył wydatki, choć zbyt późno (72%) i sięgnął po oszczędności, których jednak nie było zbyt wiele (23%). Wykorzystał też limit karty kredytowej (21%).

 

Jak spłacać długi?

Finalnie Jack został z niespłaconym kredytem na mieszkanie i kilkoma innymi, pomniejszymi pożyczkami, a szybka sprzedaż samochodu spowodowała, że para mocno straciła. Najważniejsze jednak, że znalazły się pieniądze na pokrycie części długów. W ten sposób małżeństwo zyskało 25 tysięcy złotych (auto było warte minimum 32 tysiące), co wystarczyło na pokrycie zadłużenia karty kredytowej i odsetek tam powstałych, pokrycie części karnych odsetek kredytu mieszkaniowego i rozpoczęcia spłaty debetu. Oto program spłaty długów, jaki wspólnie ustaliliśmy:

- podsumować kwoty wszystkich zobowiązań

- w pierwszej kolejności spłacić te, które nie mogą dalej czekać, ale bez zaciągania dodatkowych kredytów!

- zawieszenie spłacania rat za mieszkanie na 3 miesiące (gwarantowała to umowa)

- sprawdzić oferty banków w zakresie udzielenia kredytu konsolidacyjnego

- łapać każdą możliwą pracę, ponieważ każdy grosz się liczy

 

Kiedy zdecydować się na kredyt konsolidacyjny?

W przypadku Jacka najlepszym rozwiązaniem okazał się kredyt konsolidacyjny, który sumuje wszystkie zobowiązania i rozkłada je na raty w dłuższej perspektywie czasowej. O tym dowiedziałem się jakieś pół roku po tym, jak ustaliliśmy wspólnie plan naprawczy. Wychodzenie z długów to mozolny proces – parze naszych bohaterów udało się zachować mieszkanie, choć przez chwilę było gorąco. Sprzedali natomiast samochód oraz kilka droższych gadżetów elektronicznych, na które – co okazało się poniewczasie – Jacek też brał kredyty. Stąd pojawiła się konieczność wzięcia kredytu konsolidacyjnego.

W międzyczasie Jackowi udało się wrócić do pracy w swoim ulubionym sektorze. I to rychło w czas, ponieważ kredyt konsolidacyjny to droga zabawa. Mimo to po raz pierwszy w życiu, zamiast wyjść na obiad do miasta, ima się różnych dorywczych prac, żeby regularnie dokładać do funduszu zabezpieczającego.

Jak mógłbym podsumować tę historię? W dzisiejszych czasach niestety mało kto może sobie pozwolić na życie całkowicie bez kredytu. Stosunek zarobków do cen mieszkań powoduje, że kredyt hipoteczny to jedyna droga dla młodych ludzi, aby zamieszkać na swoim. Jednak pożyczkami w żadnym razie nie można finansować zachcianek, a jeśli już noga się poślizgnie – jak najszybciej wprowadzać plan naprawczy. Dzisiaj zamiast 4 miesięcy większych oszczędności, Jacek ma przed sobą perspektywę co najmniej 5 lat zaciskania pasa, żeby wyjść na prostą.

Dlatego jeśli przyjdzie Ci do głowy, aby wziąć kredyt na telewizor, wakacje czy rower – pomyśl o Jacku.

Martin Harmony

Martin Harmony

Autor bloga to.to&tamto

Martin Harmony – ojciec Heleny oraz mąż Katarzyny, z którą prowadzą blog ta.to&tamto. Martin to człowiek-instytucja – jest bardzo mocno zaangażowany w przemysł muzyczny, prowadzi własną wytwórnię, a przy okazji zajmuje się produkcją muzyczną. Ta, jak sam twierdzi, pomaga mu wyrazić siebie.