NN TFI Investment Partners
Notowania
 

Edukacja finansowa – 4 pomysły na gry dla dzieci. Nauka nie musi być nudna!

#dobrynawyk – edukuj przez zabawę!

02.06.2017

 

Nauka przez zabawę – slogan to co prawda bardzo wyświechtany, ale z doświadczenia wiem, że jest to dobry sposób na naukę. Dzisiaj zajmiemy się edukacją finansową dzieci – a właściwie tą bardziej rozrywkową jej odsłoną.

 

Nauka o finansach to trudny temat – nawet dorośli mają z tym problem. W dziecku można sukcesywnie i konsekwentnie wyrabiać nawyki, dzięki którym w przyszłości będzie ono świadomie gospodarować pieniędzmi, ale warto wzmacniać je przez wymierną zabawę. Dzięki temu kwestia utrzymywania finansów w ryzach nie będzie się kojarzyć jednoznacznie źle.

Poniżej znajdziesz 4 sposoby i pomysły odpowiednie dla dzieci w różnym wieku.

 

Gry planszowe – Monopoly (Eurobiznes) i Chinatown

W słynny Monopol (lub Eurobiznes) grał chyba każdy. Ta popularna „planszówka” towarzyszy nam już od wielu, wielu pokoleń. Niewykluczone nawet, że gdzieś na strychu czy w szafie masz schowany stary egzemplarz. Standardowa wersja gry przeznaczona jest dla dzieci od 8 roku życia, ale w sprzedaży znajdziesz też wersję Junior. Jest ona odpowiednia dla dzieci w wieku 5 lat. Gra nauczy młodych ludzi strategicznego myślenia w kontekście finansów oraz wymusza na graczu planowanie ruchów i przewidywanie akcji przeciwników. Wisienką na torcie będzie nauka zarządzania ograniczoną ilością gotówki – w przeciwnym razie gracza czeka bankructwo równe porażce.

Dla nieco starszych dzieciaków też znajdzie się planszowa propozycja – to gra Chinatown, przeznaczona dla co najmniej dwunastolatków. Akcja osadzona jest w latach 60. XX wieku w Nowym Jorku, a cały zamysł gry opiera się na systemie licytacyjnym. Gracze w kolejnych rundach zajmują kolejne budynki na planszy, tworząc dla swoich biznesów jak najlepsze otoczenie ekonomiczne. Negocjacje, licytacje, kompromisy i sojusze – to esencja tej gry. W dodatku, co mnie urzekło, gra rządzi się banalnie prostymi zasadami. I pewnie dzięki temu jest tak wciągająca.

 

„Bank taty” – metoda Davida Owena

W tym miejscu polecę Ci książkę o tym samym tytule autorstwa Davida Owena, a tutaj tylko pobieżnie omówimy zasady wdrożonej koncepcji. Postanowił on rozwiązać pewien problem – dzieci nie rozumieją pojęć z zakresu ekonomii, nawet jeśli są one przedstawione obrazowo i przystępnie. Podobnie nie wykazują się taką cierpliwością jak dorośli, co z kolei uniemożliwia zapoznawanie ich z produktami finansowymi w praktyce. W skrócie – dzieci oczekują natychmiastowego zysku.

Idąc tym tropem, Owen postanowił założyć swój własny bank. Bank, który funkcjonował tylko w jego gospodarstwie domowym, a jedynymi klientami były jego dzieci. Za punkt honoru postawił on sobie wpojenie dzieciom umiejętności oszczędzania. Żeby jednak je do tego przekonać, musiał wymyślić sposób, dzięki któremu będą natychmiast nagradzane – namacalność efektu to dla młodych ludzi kluczowy element edukacji.

W rezultacie dzieci w banku założonym przez swojego tatę miały oprocentowanie, o jakim dorośli mogą tylko pomarzyć – 5% w skali miesiąca. Szybki zysk zachęcał do odkładania kolejnych sum, co sam Owen skwitował w swojej książce następująco (za wydaniem Studia Emka, W-w 2005, s. 23):

„Dzieciaki zaczęły wpłacać wszystkie pieniądze na konto i to natychmiast po tym, jak je dostawały, tak aby jak najszybciej przynosiły im zyski”.

W związku z tym, oprocentowanie zostało obniżone do 3%, a z czasem – po kilku latach – bank przestał całkowicie działać. Owen jednak swój cel zrealizował – jego dzieci poznały siłę oszczędzania i uznawały to za lepsze rozwiązanie, niż natychmiastowe wydanie pieniędzy na doraźne przyjemności.

Podobny pomysł, oczywiście dostosowany do możliwości finansowych, możesz zastosować w swoim gospodarstwie domowym. To metoda, która ma swoich zagorzałych zwolenników. Oczywiście jednak na pewnym etapie musisz uświadomić dzieciom, że w rzeczywistości zyski przychodzą wolniej. Wpojona zasada pozostaje jednak taka sama.

 

Dziecięcy biznes

Znasz ten obrazek z amerykańskich filmów – schludne przedmieścia, eleganckie domki, zadbane ogrody. Przed jednym z budynków stoi prowizoryczny stragan z koślawo wypisanymi literkami układającymi się w napis „Lemonade”. Za ladą stoi małe dziecko, nalewając przechodniom i sąsiadom lemoniadę za kilka centów. To świetny przykład dziecięcego biznesu.

Pomysłów na to, jak małe dziecko może zarobić drobne sumy pieniędzy jest mnóstwo – wystarczy rozejrzeć się po okolicy. Wyprowadzanie psów sąsiadów, robienie zakupów tym bardziej zabieganym, zbieranie owoców, drobne prace porządkowe – wszystko może być biznesem pod warunkiem, że znajdzie się osoba, która będzie skłonna zapłacić za pracę młodego człowieka. Już samo poszukiwanie klientów będzie dla dziecka kapitalną nauką – zobaczy ono, jak trudno znaleźć kogoś, kto będzie skłonny zapłacić za uczciwą pracę, pokona w sobie ewentualny lęk przed porażką i nieśmiałość.

W przypadku tej metody dużo zależy też od podejścia rodziców. Dziecięcy biznes ma w sobie dużo z tego dorosłego – w pewnym momencie przestaje być zabawą. Dlatego rodzice powinni nieustannie motywować dziecko.

Przedsiębiorczości nauczyć może także zorganizowanie wyprzedaży garażowej. Nieużywane ubrania, stare zabawki czy nawet nietrafione prezenty mogą stać się asortymentem przeznaczonym na sprzedaż. Alternatywą są tutaj aukcje internetowe, ale wymagają od rodziców współpracy z dzieckiem – pamiętaj bowiem, że konto w najpopularniejszym polskim serwisie aukcyjnym może założyć już 13-latek, ale wyłącznie za zgodą rodziców. Konieczna będzie także bieżąca kontrola, żeby młodemu przedsiębiorcy nie przyszło do głowy sprzedać przedmiotów, które są niezbędne.

 

Gry wideo – nowoczesny model edukacji

Niestety, w naszym społeczeństwie gry wideo nie mają dobrej prasy – przeciętny gracz utożsamiany jest z nabuzowanym hormonami nastolatkiem, a przedstawiciele starszych pokoleń twierdzą wręcz, że gry robią z młodzieży morderców (przykładem niech będzie wypowiedź Grzegorza Lindenberga, byłego naczelnego Super Expressu).

Ilekroć widzę publikację skrojoną pod taką tezę, to chciałbym polemizować, ale zamiast tego wolę się skupić na promowaniu tych pozytywnych aspektów. Jeśli jako rodzic kontrolujesz to, w co gra Twoje dziecko, to możesz stymulować rozwój wielu jego kluczowych umiejętności – logicznego myślenia, szybkiego łączenia faktów, refleksu, związków przyczynowo-skutkowych oraz multitaskingu. Dość powiedzieć, że bardzo wiele osób z mojego pokolenia nauczyło się języka angielskiego w stopniu komunikatywnym właśnie dzięki temu, że kiedyś nie było gier po polsku. Ze swojej strony musisz jednak zadbać, aby dziecko sięgało po właściwe produkcje.

Ale wróćmy do tematu – w realizacji naszego celu, czyli nauki dziecka gospodarowania pieniędzmi, najlepsze okażą się gry strategiczne. To propozycja dla starszych dzieciaków – produkcje typu Sim City, Cywilizacja czy różnego rodzaju Tycoony (ekonomiczne gry strategiczne polegające na zarządzaniu np. lotniskiem, koleją, wesołym miasteczkiem etc.) pozwolą zapoznać się w bardzo przyjemny sposób z podstawowymi prawidłami ekonomicznymi. Niewykluczone, że w tej kwestii potrzebna będzie Twoja pomoc – choćby w wytłumaczeniu mechaniki gry.

 

Gry dla dzieci a edukacja finansowa

Powyższe pomysły to tylko kilka przykładów pokazujących, jak można uprościć dziecku przyswajanie trudnego tematu finansowego. Zachęcam Cię do eksperymentowania, łączenia różnych sposobów i wypracowywania własnych rozwiązań – każde dziecko jest przecież inne. Ważne jednak, aby już od najmłodszych lat oswajać młodego człowieka z prawidłami ekonomicznymi i krok po kroku uczyć go zarządzania finansami.

Przemysław Rodek

Przemysław Rodek

Ekspert ds. Analiz Rynkowych

W sekcji „Finanse po godzinach” otwieramy przed Tobą świat finansów. Nie używamy tutaj trudnego języka, ponieważ staramy się, by nasze treści były zrozumiałe dla każdego – nie tylko dla znawców. Nad treściami czuwa zespół specjalistów – od ekspertów, poprzez autorów i blogerów, aż po redaktorów. Wspólnie staramy się, żeby każdy wpis i każdy artykuł był po brzegi wypełniony użytecznymi informacjami.