<iframe src="//www.googletagmanager.com/ns.html?id=GTM-TK4BMS" height="0" width="0" style="display:none;visibility:hidden"> Podcast #4: Patenty na zarządzanie budżetem dużej rodziny
NN TFI Investment Partners
Notowania
 

Podcast #4: Patenty na zarządzanie budżetem dużej rodziny

Posłuchaj odcinek


 

Inne platformy:

 

29.04.2019

Zapis rozmowy z Super Tatą czyli Marcinem Perfuńskim

Dzień dobry, Jan Morbiato z NN Investment Partners TFI. To już nasz czwarty podcast w cyklu „Finanse po godzinach”. W dzisiejszym odcinku zgłębimy tajniki zarządzania, ale nie zarządzania funduszami inwestycyjnymi, tylko domowym budżetem. Pomyślałem, że mało kto tak dobrze się zna na praktycznych aspektach domowych finansów, jak głowa 7 osobowej rodziny. Dlatego do podcastu zaprosiłem Marcina Perfuńskiego, znanego również jako „superTATA” lub, jak sam o sobie mówi, „słaby tata, który chce być super”. Marcin, poza tym, że jest mężem, tatą pięciu córek, jest też blogerem i redaktorem w jednym z wydawnictw.

Dzisiaj zapytam go m.in. o to, jakie on i jego żona mają patenty na zarządzanie budżetem tak dużej rodziny? W jaki sposób odkładają pieniądze na przyszłość dzieci? Czy budżetowe rozwiązania, pomysły, które sprawdzają się w przypadku większej rodziny, mogą mieć również zastosowanie w mniejszych rodzinach lub w odniesieniu do singli i ich budżetów?

Zapraszam.

 

J: Cześć Marcin.​

M:  Cześć Janku, witaj!.

 

J: Chciałbym zacząć od pewnego wpisu, który znalazłem u Ciebie na blogu. To jest wpis sprzed roku, półtora o tym, że pracujesz nad odbudowaniem poduszki finansowej. Jak to odbudowywanie postępuje?​

M:  Tutaj, należy trochę nakreślić tło, dlaczego nasza poduszka finansowa się skurczyła. Otóż półtora roku temu przeprowadziliśmy się z domu 90m2 do domu trzy razy większego. W związku z tym koszt przeprowadzki, remontu pochłonął nasze oszczędności i jeszcze zadłużył nas w rodzinie oraz w instytucjach bankowych. Wyszliśmy nie na 0, ale nawet na takie -1 ze wszystkimi kosztami, w związku z tym trzeba je było po pierwsze pospłacać i dopiero wtedy zacząć myśleć o odbudowaniu poduszki finansowej. Przez długi czas to odbudowywanie nie szło, musieliśmy spłacać zadłużenie w instytucjach finansowych, ponieważ domagają się zawsze swoich prowizji, więc, aby nie nadpłacać zrobiliśmy to jak najszybciej. W dalszej części rodzinę, a także naszych robotników i tutaj wielki ukłon w ich stronę, gdyż zgodzili się na odsunięcie płatności o 3 miesiące. Zatem, gdzieś w tym całym zamieszaniu jeszcze myśleć o poduszce finansowej nie było łatwo. Okazało się, że wszystkie moje przychody pokrywają nasze bieżące wydatki, ale nie dają nam tego luksusu odkładania na poduszkę finansową. Zaczęliśmy odkładać dopiero wtedy, kiedy zaczęły się pojawiać takie niespodziewane nadwyżki. Prowadzę bloga, na którym pojawiają się wpisy sponsorowane, więc weźmy pod uwagę, to jako przychód ekstra. Podobnie, kiedy pojawił się zwrot podatku, a w przypadku rodziny wielodzietnej jest to dosyć duży zwrot. Wówczas te przychody lądowały na czymś takim, co można nazwać poduszką finansową, czyli takim koncie, które nie jest kontem rozliczeniowym, bo wówczas bardzo łatwo topnieje. Ten przychód leży zabezpieczony i sięgamy po niego, kiedy zaistnieje wyraźna potrzeba. Pod względem takiego schematu może nie jestem tutaj wzorem do naśladowania, bo po prostu nie byliśmy w stanie tej poduszki budować na bazie co miesięcznych przychodów, ale wszystkie takie rzeczy niespodziewane staraliśmy się nie przeznaczać na bieżące wydatki, tylko właśnie traktować je jako takie zaskórniaki.

 

J: To też jest jedna z technik, żeby takie nadwyżki pojawiające się od czasu do czasu, jak właśnie zwrot z podatku odkładać, nie wydawać, a przeznaczyć na oszczędności. Chciałem się Ciebie zapytać czy przy tak dużej rodzinie, jakoś szczególnie zarządzacie tym budżetem domowym czy korzystacie z narzędzi, planujecie, np. w Exelu zapisujecie wydatki, czy kalkulator wystarczy? Czy jak pojawia się nadwyżka, to po prostu odkładamy i koniec, nie ma takiego planowania, myślenia długofalowego? Jak to u Was wygląda?​

M:  Myślenie długofalowe jest, bo tego nauczyła nas rodzina. Po prostu musimy myśleć strategicznie o tym, co będzie za parę lat, kiedy dziecko pójdzie do szkoły i będą potrzebne pieniądze na wyprawkę, zatem te pieniądze muszą gdzieś zaistnieć w naszej głowie, żeby o tym pamiętać. Natomiast co do zasady, no to wydaje mi się, że schemat budowania budżetu domowego jest wszędzie ten sam, czyli maksymalizować przychody, minimalizować koszty i być na plus. Co do szczegółów, bywa różnie. Ja jestem zwolennikiem bardzo prostych rozwiązań, czyli jak próbowałem robić tabelki excelowe, które uwzględniały każdy przychód, każdy koszt, to bardzo się frustrowałem. Rozliczenia robiłem co miesiąc, zawsze chciałem zamknąć miesiąc jakimś pięknym wynikiem i denerwowałem się że np. jakiś rachunek gdzieś mi zaginął i nagle okazało się, że mam poczucie takiego „nieogarnięcia”…

 

J: …że zgubiony rachunek nie możesz wpisać do tego excela?

M: Tak, dokładnie w tym sensie. Natomiast, tak czy siak wychodziliśmy na plus. I wniosek był taki, że niezależnie od tego czy robię ten budżet czy nie, jest dobrze. Stwierdziłem więc, że lepszą metodą byłoby robienie takich miesięcy kontrolnych co jakiś czas. Np. robię sobie taki miesiąc raz na pół roku, zbieram wszystkie rachunki i robię zestawienie, żeby sprawdzić, czy jest dobrze? Jest dobrze, to ok – mam parę miesięcy spokoju, tzn. że zarządzamy budżetem odpowiednio. Natomiast, to co jest fajne, przez te kilkanaście lat bycia w małżeństwie, to wypracował nam się taki naturalny podział ról. Moja żona jest taką osobą, która w ogóle nie dotyka bieżących rozliczeń, ja się tym zajmuję – płacę wszystkie rachunki, pilnuję tego czy mamy na wodę, gaz, prąd. Natomiast ona myśli strategicznie, czyli np. co by tu zrobić, żeby pojawiła się w naszym domu nowa szafa, ja jej wtedy mówię – ok, ale za 2 miesiące, bo w tej chwili nie mamy na nią funduszy. Zatem ona jest tą wizjonerką, a ja jestem tym, który jest troszeczkę hamulcowym, ale też takim urealniającym różne plany. Np. przez 3 miesiące musieliśmy czekać na nowy samochód, chociaż wiedziałem, że co prawda go potrzebujemy, ale w danym miesiącu nie jesteśmy w stanie zrealizować tego pragnienia.

 

J: Wspomniałeś dzieci, wspomniałeś również to, że pieniądze na nie mogą być potrzebne w przyszłości, np. w związku z edukacją czy innymi celami. Czy macie jakieś plany inwestycyjne dla każdego dziecka? Czy jakąś wspólna pulę oszczędności z etykietą „na przyszłość dzieciaków” – jak to wygląda?

M: Rzeczywiście mamy taką pulę. Odkładamy pieniądze, które nazywamy „przyszłość dzieci”, w związku z tym są to pieniądze, których my nie tykamy do naszych spraw domowych, bieżących. Nawet te wszystkie inwestycyjne rzeczy, typu pomalowanie ściany lub kupienie mebli, pieniądze z tej puli nie idą na te kwestie, ponieważ są to pieniądze dzieci. Natomiast wydaje mi się, że warto jednak w przypadku naszej rodziny, gdzie jest 5 dzieci i są one w różnym wieku i również w różnym wieku wejdą w czas samodzielności, dorosłości i z pewnością będą potrzebować tych pieniędzy na start. Co za tym idzie, myślę, że chyba warto te pieniądze rozdzielić i córka, która jako pierwsza już za parę lat będzie wchodziła w dorosłość i będzie chciała być tą samodzielną osobą i wówczas powinna dostać już tę swoją pulę pieniędzy, a reszta za kolejne kilka lat. Dlatego uważam, że powinniśmy to rozdzielić, żeby mieć jasny podział, także za 5 lat moja Marysia dostanie swoją część, ale Zosia za 7 lat, bo jest trochę młodsza.

 

J: A powiedz co z tymi pieniędzmi robicie? Czy one są na koncie bankowym? Czy są jakoś zainwestowane? Nie musisz odpowiadać, że w fundusze inwestycyjne, chociaż fajnie by było :) ale opowiedz nam, jak one pracują?

M: Ja jestem w ogóle zwolennikiem bardzo spokojnego i bezpiecznego inwestowania nie swoich pieniędzy, a za takie uważam pieniądze przeznaczone na moje dzieci. To są pieniądze przeznaczone na ich przyszłość, one od początku nie są moje i ja mam to w swojej głowie, dlatego też powtarzam, że nie inwestujemy je w żadne rzeczy związane z bieżącym życiem. Budżet dzieci jest święty i jego się nie tyka. I rzeczywiście, z tego co pamiętam, najwięcej jest ulokowane właśnie w fundusze inwestycyjne, ale bardzo bezpieczne. Rok temu zrobiłem sobie taki test, że pewien budżet rozdzieliłem na kilka różnych funduszy, od takiego wysokiego do bardzo niskiego ryzyka. Po kilku miesiącach zorientowałem się, jak bardzo źle ja reaguję na wszystkie skoki i spadki funduszu wysokiego ryzyka. Wiem, że historycznie jest tak, że każdy z tych funduszy gdzieś na końcu, po iluś latach przynosi zysk. Natomiast obserwowanie tego wahadełka, tej sinusoidy budzi we mnie jakieś złe emocje i nie chcę tego robić. Wolę na końcu mieć nieco mniej zysku, ale jednak mieć ten spokój i pewność, że pieniądze, które odkładam na przyszłość swoich dzieci są dobrze i bezpiecznie ulokowane. Dlatego wybieram te bezpieczne fundusze, np. fundusz obligacji daje mi taki duży spokój, kiedy wchodzę na NNTFI – bo tam mam ulokowane te swoje fundusze, to zawsze obserwuje wzrost, nigdy nie zaobserwowałem spadku, więc to mi daje takie poczucie bezpieczeństwa – jest ok, trzymam rękę na pulsie.

 

J: Tak tylko wtrącę, to nie jest reguła, tam też się może pojawić spadek…

M: …wiesz co, ale w takiej perspektywie 4 miesięcznej czy półrocznej nie odnotowałem spadku.

 

J: Tak, to był dobry okres. Fajne jest to co powiedziałeś, bo to jest taki podręcznikowy przykład i dobra definicja tej indywidualnej tolerancji ryzyka czy tych skłonności do ryzyka. Często ja pamiętam z pracy dziennikarskiej, dostawaliśmy pytania czy też prośby o napisanie tekstu – co teraz jest najlepszą inwestycją, na kolejne 12 miesięcy? I ja to pytanie zadawałem zarządzającym i zawsze dostawałem odpowiedź, że to zależy od indywidualnych skłonności do ryzyka. Wtedy to było dla mnie takie pojęcie wytrych stosowane po to, żeby nie odpowiedzieć na pytanie. Ale Twój przykład doskonale obrazuje tę sytuację, czyli właśnie to jak się czujesz ze stratą, czy jesteś ją w stanie zaakceptować czy nie. I każdy sam musi sobie na nie odpowiedzieć.

M: Być może, gdybyś mi to pytanie zadał, kiedy byłem singlem, to bym powiedział, że sky is the limit, mogę sobie inwestować ile chce, mogę przyjąć każdą stratę, bo wiem, że mam jeszcze przed sobą mnóstwo życia i nie mam żadnych zobowiązań, które by mnie przed tym powstrzymywały. Teraz kiedy mam rodzinę, żonę, dzieci i budżet domowy dzielimy na 7 osób, to musze myśleć o każdej złotówce, którą wydaję – czy nie ryzykuję straty. Doświadczyłem w swoim życiu straty inwestycyjnej, takiej dosyć poważnej, bo na kwotę 5 cyfrową i ona bardzo mnie tego nauczyła, żeby być bardzo ostrożnym i zadbać o takie poczucie wewnętrznego bezpieczeństwa. Zwłaszcza, że jestem tą osobą, która odpowiada za finanse w domu.

 

J: To jak, to wygląda w praktyce? Pojawia się ta nadwyżka – powiedzmy zwrot podatku i co wtedy z nią robisz? Czy od razu dzielisz ją na jakieś części?

M: Pierwszy ruch następuje w dzień wpływu nadwyżki, od razu przelewam ją wewnątrz konta na taką lokatę – ma to do siebie, że pierwsza wypłata w miesiącu jest bezpłatna, ale już druga kosztuje 10 zł, więc wtedy już się tak powstrzymuję, że tej drugiej już tak prędko nie zrealizuję. Po prostu traktuję je jako pieniądze nie do ruszenia. Dopiero potem zaczynamy się zastanawiać czy np. tę nadwyżkę przeznaczamy na nadpłatę kredytu hipotecznego, bo to też chcemy zrobić jak najszybciej – po prostu nie lubię żyć z kredytami. I tak się stało z zyskiem, który pojawił się w tym roku po sprzedaży starego mieszkania mojej żony. Połowę przeznaczyliśmy na spłatę kredytu hipotecznego, ale połowa jest właśnie do takiego rozdzielenia na rzeczy bieżące – na wykończenie mieszkania oraz na te cele dalsze, długofalowe.

I tu bym chciał powiedzieć jeszcze jedną, ważna dla mnie rzecz. Po zeszłorocznym doświadczeniu w inwestowanie w fundusze inwestycyjne już wiem, że nie będę traktował tej inwestycji, jako działania krótkoterminowego. Jeśli chcę odłożyć pieniądze np. na wakacje, a jest środek zimy, czyli mam 6 miesięcy do wakacji, to mimo tego, że mam zaufanie do pewnych funduszy, nie chcę tych pieniędzy inwestować w fundusze, tylko odłożyć je np. na lokatę. Ja wiem, że nie zyskam dużo, ale też niczego nie stracę. I tak traktuję fundusze, czyli krótkoterminowe inwestycje jednak nie, ale wszystkie te takie dalsze, np. samodzielność dzieci za kilka lat, moja własna emerytura, emerytura żony – wówczas fundusze sprawdzają się bardzo dobrze i są takim gwarantem, że przynajmniej będę odrobine powyżej inflacji.

 

J: Wspomniałeś o emeryturach, tutaj musze zadać pytanie czy stosujecie np. jakieś konta emerytalne IKE/IKZE? Czy oszczędzacie tak, jak na inne cele?

M: Nie, nie, tutaj zdecydowanie korzystamy z dobrodziejstw, które dają nam współczesne czasy, czyli korzystamy z kont IKE/IKZE z możliwości odliczenia – odroczenia podatku. Tutaj również te fundusze sprawdzają się bardzo dobrze, jako taka inwestycja bezpieczna, długofalowa, gdzie na końcu za te 30-40 lat mamy pewność, że będziemy na plus.

 

J: A już kończąc, chciałbym Cię poprosić o jedną rzecz, żebyś rozwinął pewien wątek. Ciekawie porównałeś skłonność do ryzyka z czasów bycia singlem do obecnej Twojej sytuacji. Czy jeszcze jakieś różnice pamiętasz? Czy widzisz jeszcze jakieś odmienności w zarządzaniu budżetem domowym przez singla, a osobę nieco starszą, posiadającą rodzinę?

M: Muszę powiedzieć, że małżeństwo i rodzicielstwo nauczyło mnie odpowiedzialności, której wcześniej nie miałem. Tzn. jak byłem singlem, to mieszkałem z mama, która jest osobą starszą i po prostu się nią opiekowałem. Wówczas wszystko, co zarabiałem, to nam w pełni wystarczało na życie, na przyjemności i jeszcze zostawało. Wtedy też prowadzenie budżetu nie miało sensu, bo widać było, że jest dobrze, że nie trzeba się pilnować. Trudności pojawiły się wtedy, kiedy się ożeniłem, ale one nie przyszły wraz z moją żoną, tylko dlatego, że kupiliśmy dom, pojawił się kredyt, pojawiły się wspólne zarobki, ale i wspólne wydatki. Kiedy dzieli się budżet na dwie osoby, to wypada już wszystkie wydatki konsultować. My przyjęliśmy zasadę, że nie mamy rozdzielności majątkowej. Finanse i dyskusje finansowe są jednym ze sposobów budowania naszej relacji. Lepiej rozmawiać o finansach przy każdej dużej inwestycji niż np. zorientować się za 3 lata, ze moja żona zainwestowała parę tysięcy w buty, albo w forexy, czyli takie rynki ryzykowne mocno. Zatem nam ten brak rozdzielności finansowej bardzo służy. Jednak największa odpowiedzialność pojawiła się wtedy, kiedy urodziło się nasze pierwszo dziecko i potem cztery kolejne córki. Nagle ta perspektywa rozszerzyła się również bardzo czasowo. Wiedzieliśmy, że przyjdzie ten czas, kiedy zaczną się usamodzielniać i będą potrzebować tego wsparcia na start, przyjdzie też ten czas, kiedy my będziemy starsi i też będziemy potrzebować tego wsparcia. Te myśli nie pojawiały się wtedy, kiedy miałem 20-30 lat, tylko dopiero wraz z pojawieniem się dzieci. Nagle dostrzegłem tego małego człowieka, którym muszę się zaopiekować, którego muszę wprowadzić w życie, nauczyć samodzielności. Dostrzegłem również to, że świat się nie kończy na przyszłym roku, tylko ta perspektywa się rozszerz na 50 lat do przodu. To mnie nauczyło takiego patrzenia dalej i przyjmowania ryzyka, że może być różnie, dlatego lepiej się zabezpieczyć teraz, kiedy mam na to czas, środki, pomysł, niż potem żałować, że nie mam pieniędzy na bardzo proste i podstawowe potrzeby.

 

J: Ja sam mam 4 dzieci i uważam, że jest to bardzo dobra pointa. Dziękuję bardzo Marcin i zapraszam na kolejny podcast.