NN TFI Investment Partners
Notowania
 
Wstecz

Cztery i pół argumentu za polskimi akcjami

Rynek potwierdził naszą trafną diagnozę sprzed miesiąca. Tegoroczne spadki na warszawskiej giełdzie wyraźnie wyhamowały. Z tej okazji postanowiliśmy przedstawić cztery argumenty za inwestycją w akcje notowane na GPW i jeden przeciwko.

Thumbnail
Jan MorbiatoMenedżer Komunikacji Inwestycyjnej

Dlaczego warto zainteresować się polskimi akcjami?

1. Relatywna siła

Za nami seria wydarzeń, które wystawiły WIG20 i wybrane spółki z mWIG40 na ogień krzyżowy. Po 21 września niektórzy dostawcy indeksów giełdowych traktują nas jako rynek rozwinięty (FTSE, Stoxx), inni (MSCI) – wciąż jako wschodzący. W koszykach rynków rozwiniętych zajmujemy zdecydowanie mniej miejsca, niż w indeksach rynków rozwijających się, dlatego zmiana klasyfikacji z „emerging” na „developed”, szczególnie przez FTSE, groziła podażą akcji polskich dużych i średnich spółek ze strony globalnych funduszy inwestycyjnych, dla których indeksy FTSE są benchmarkami.

Jakby tego było mało, z indeksów rynków wschodzących też byliśmy „wyciskani”. We wskaźniku MSCI Emerging Markets nasze spółki musiały zrobić miejsce chińskim, które na koniec maja i sierpnia zajęły więcej miejsca niż do tej pory. Nawiasem mówiąc w przyszłym roku udział polskich akcji w indeksie MSCI jeszcze spadnie kosztem tych z Arabii Saudyjskiej.

Tymczasem w III kw. WIG20, jak gdyby nigdy nic, urósł o 7 proc. i okazał się najsilniejszym indeksem giełdowym Starego Kontynentu w tym okresie.

Przejawy siły rynku w sytuacji, kiedy teoretycznie mógłby się zachowywać słabo, często są argumentem za zwyżkami.

2. Rynki wschodzące bezpieczną przystanią?

Od początku roku amerykański indeks S&P500 wyprzedza wskaźnik rynków wschodzących MSCI Emerging Markets Index, do którego Polska wciąż należy, o prawie 20 pkt proc. Jak zwraca uwagę Bloomberg, są dwa sposoby na wyrównanie tej rozbieżności. Albo rynki wschodzące zaczną nadrabiać zaległości, albo notowania amerykańskich spółek spadną.

Niezależnie od tego, który scenariusz się zrealizuje, akcje rynków wschodzących są teraz mniej ryzykownym wyborem, niż akcje amerykańskie (ich wyceny są niższe, przestrzeń do spadków mniejsza). Analitycy JP Morgana uważają wręcz, że „czas na przerzucenie się z akcji amerykańskich na akcje emerging markets, może być teraz”.

3. Zyski spółek wzrosną

W średnim i długim terminie ruchy indeksów giełdowych są skorelowane z dynamiką zmian zysków spółek. Nie jest przypadkiem, że od początku roku WIG20 jest 6 proc. na minusie. W 2018 r. dynamika wzrostu zysków spółek wyraźnie wyhamowała w porównaniu z 2017 r. W najbliższych kwartałach powinna jednak wzrosnąć. Z szacunków Bloomberga wynika, że zyski spółek wchodzących w skład WIG20 w przyszłym roku będą o ok. 8 proc. wyższe niż w tym.

Dodatkowo są to prawdopodobnie ostrożne szacunki, które spółkom może być stosunkowo łatwo pokonać, na co zwrócił uwagę Bartłomiej Chyłek, dyrektor zespołu analiz NN Investment Partners TFI, w wywiadzie udzielonym PAP. - Dynamika wyników to jedno, oczekiwania to drugie. Po ostatnich rozczarowujących kwartałach analitycy nieco obniżyli swoje oczekiwania, na drugi kwartał bieżącego roku konsensusy nie były trudne do przebicia, wobec czego mamy sytuację, że mimo pogorszenia dynamiki wzrostu zysków spółki spełniają lub nawet przebijają oczekiwania – zauważył Chyłek.

4. Pracownicze Plany Kapitałowe to miliardy złotych rocznie na rozwój gospodarki

Ustawa o Pracowniczych Planach Kapitałowych (PPK) ma zacząć obowiązywać od początku 2019 r., pół roku później, największe firmy powinny już wprowadzić PPK dla swoich pracowników. Nowe plany emerytalne mogą w ciągu paru lat sprawić, że na polski rynek kapitałowy, w tym na GPW, będzie płynąć kilkanaście miliardów złotych rocznie – „co najmniej 12 mld zł” wg szacunków Polskiego Funduszu Rozwoju.

Końcowa wersja ustawy o PPK nie jest jeszcze znana - po tym, jak została przyjęta przez rząd,  musi zostać przegłosowana przez parlament i podpisana przez prezydenta. Jednak w razie przyjęcia przepisów pozytywnych z perspektywy rynku akcji i szerzej – całego rynku kapitałowego, na giełdzie pojawią się nowi inwestorzy instytucjonalni, których popyt na akcje może działać stabilizująco na rynek.

Żeby dodać łyżkę dziegciu do tej beczki miodu, trzeba wspomnieć, że na wykresie WIG20 rysuje się coś na kształt technicznej formacji głowy z ramionami (klasyczna formacja RGR, inaczej niż teraz, pojawia się w trendzie wzrostowym i zapowiada jego koniec). Gdyby indeks miał zacząć rysować „prawe ramie” – „lewe ramię” i „głowa” już są, oznaczałoby to, że WIG20 może spaść o ok. 7 proc. od obecnych poziomów. Realizację takiego scenariusza potwierdziłoby zejście indeksu dużych spółek poniżej 2200 pkt.. W takim układzie dobry moment na inwestycję w duże spółki przyszedłby prawdopodobnie za ok. miesiąc. Sygnałem do inwestycji byłoby osiągnięcie przez WIG20 poziomu ok. 2100 pkt i nie schodzenie poniżej tego pułapu.

Argument przeciw, który tak naprawdę jest ukrytym argumentem za

1. Tanio nie jest, z wyjątkiem…

Nie przypadkowo przez cały czas pisaliśmy o inwestowaniu na GPW przez pryzmat dużych spółek. To co się ostatnio działo w segmencie małych firm, zgrupowanych w sWIG80, to prawdziwa hekatomba. Od początku roku sWIG80 stracił ponad 20 proc., a od wiosny 2017 r. – 30 proc.

O ile w przypadku dużych spółek nie można mówić, żeby były tanie – współczynnik ceny do wartości księgowej (C/WK) dla WIG20 jest dokładnie na poziomie średniej z ostatnich 10 lat, o tyle w przypadku małych spółek wskaźnik ten jest poniżej przeciętnego poziomu – 0,9 wobec 1,1 i – co równie istotne – poniżej 1.

Nie jest to sytuacja z kategorii „promocji”, świadczy jednak o tym, że kapitały własne małych spółek są przez rynek wyceniane poniżej ich wartości księgowej. Tym samym stają się łakomym kąskiem do przejęć. W długim terminie może to martwić, bo z giełdy mogą znikać dobre przedsiębiorstwa. W krótkim jednak stwarza szanse na zwyżki notowań.

Wystarczy rzut oka na liczony przez stooq.pl indeks cenowy całego polskiego rynku akcji, w którym wszystkie spółki mają taki sam udział, żeby zauważyć, że ceny akcji polskich małych spółek (to tego typu podmioty mają największy wpływ na kurs tego wskaźnika), są właściwie na poziomie z 2008 i 2012 r. Historyczne analogie nasuwają się same – po tych okresach następowała hossa „misiów”.

Można powiedzieć, że z segmentu małych spółek schodzi teraz powietrze wpompowane przez dużą popularność funduszy absolutnej stopy zwrotu w latach 2012-2016. Balon został mocno rozdmuchany – we wspomnianym okresie do funduszy absolutnej stopy zwrotu wpłacono o 11 mld zł więcej niż z nich wypłacono. Oczywiście nie całość tej kwoty zasiliła segment „misiów”, ale powietrze może z niego schodzić jeszcze przez jakiś czas. Tym bardziej, że notowaniom małych firm szkodzą nie tylko prawa popytu i podaży, ale również kwestie fundamentalne – rosnące koszty pracy i surowców.

Jednocześnie nie ulega wątpliwości, że kto teraz zaryzykuje i zdecyduje się na inwestycję w małe spółki, drogo nie kupi. A to oznacza, że dużo już nie straci, może za to zyskać.

Jak możemy Ci pomóc ?

Aby się zarejestrować, wybierz produkt inwestycyjny dla siebie.