NN TFI Investment Partners
Notowania
 
Wstecz

Naturalna, potrzebna i oczekiwana korekta

Narracja wokół obecnych spadków wydaje się przesadnie negatywna. Bez wątpienia zbliżamy się do końca cyklu gospodarczego, jednak do „panicznej wyprzedaży”, jak to teraz opisują media, jeszcze trochę brakuje.

Thumbnail
Ewout van SchaickHead of Multi Assets Strategies

W ostatnich pięciu dniach (rozmowa przeprowadzona 11 października) główne indeksy giełdowe na świecie potraciły 4-5 proc. Z tytułów na portalach poświęconych inwestowaniu biją po oczach takie słowa jak „mizeria”, „dramatyczna wyprzedaż” itd. Czy trochę nie przesadzamy?

Powiedziałbym, że zdecydowanie przesadzamy. W chwili gdy rozpoczęła się ta październikowa korekta amerykański indeks S&P500 był 15 proc. na plusie licząc od początku roku. Teraz, mimo ostatnich spadków, wciąż jest prawie 10 proc. nad kreską.

Na razie mamy więc do czynienia z naturalną, potrzebną, a nawet oczekiwaną korektą. Na początku października, w zespole multi-asset (odpowiedzialnym m.in. za wyniki funduszy NN (L) Stabilny Globalnej Alokacji i NN (L) Dynamiczny Globalnej Alokacji) zdecydowaliśmy o ograniczeniu udziału akcji w portfelach.

Narracja wokół obecnych spadków wydaje się przesadnie negatywna. Bez wątpienia zbliżamy się do końca cyklu gospodarczego. To okres, gdy na rynkach rośnie zmienność, zarówno po stronie akcji, jak i obligacji. Mamy za sobą lata bardzo niskiej zmienności na giełdach, mierzonej np. indeksem VIX. Tę sytuację wywołała łagodna polityka pieniężna największych banków centralnych z Fed na czele. Ostatnie dane z amerykańskiego rynku pracy zapewne utwierdzą Rezerwę Federalna w słuszności decyzji o stopniowym zaostrzaniu kursu.

Jednak do „panicznej wyprzedaży”, jak to teraz opisują media, jeszcze trochę brakuje.

Co dokładnie wywołało te spadki?

Trudno wskazać jeden czynnik. Nie wydarzyło się nic konkretnego, co mogłoby zaskoczyć inwestorów. O napięciach handlowych między USA i Chinami – wiadomo, podobnie jak o problemach budżetowych Włoch i ryzyku „twardego Brexitu”…

Nie uważasz, że na rynki wracają obawy o trwałość strefy euro?

Polityka fiskalna Włoch na pewno jest problemem, ale nie tłumaczy ostatniej korekty – w USA jest ona głębsza niż w Europie. Dynamika wzrostu gospodarczego na świecie zapewne zbliża się do szczytu, nie inaczej jest w Polsce. W USA ten szczyt prawdopodobnie zostanie osiągnięty wcześniej, za oceanem cykl jest bardziej zaawansowany. Do kontynuacji zwyżek na giełdach inwestorzy potrzebują pozytywnych niespodzianek, których na razie brakuje.

Czy jest cokolwiek, co mogłoby się wydarzyć, żeby hossa się nie jeszcze nie kończyła?

Oczywiście. Takim wydarzeniem mogłoby być np. osiągnięcie porozumienia handlowego między USA, a Chinami. Mogłoby też nim być, prawdopodobnie w mniejszym zakresie, raportowanie zaskakująco dobrych wyników finansowych przez spółki w USA, które właśnie rozpoczynają sezon publikacji raportów kwartalnych. W kontekście ostatnich słabych nastrojów na giełdach, może się okazać, że firmy nie będą miały problemu z przebiciem oczekiwań analityków.

W tych dniach tanieją ryzykowne aktywa takie, jak akcje, ale tanieją też np. dwuletnie obligacje amerykańskie, uważane za bezpieczne. Dlaczego? Skoro inwestorzy przestawili się na tryb „risk-off” powinni szukać schronienia w „spokojnych przystaniach”.

Przyczyny spadku cen obu klas aktywów są różne. Obligacje reagują przeceną na rosnące stopy procentowe w USA. To racjonalna reakcja – w środowisku inflacyjnym wartość obligacji maleje, bo w ujęciu realnym płacą one coraz niższe odsetki.

Natomiast ostatnie spadki na giełdach wciąż są tylko korektą w trendzie wzrostowym. Mamy więc trend wzrostowy w akcjach i trend spadkowy (wzrostu rentowności) w obligacjach. Rynki nie weszły, przynajmniej na razie, w fazę bessy, kiedy to następuje rotacja kapitału z akcji do obligacji.

Ostatnio kilka banków inwestycyjnych, w tym JP Morgan i Goldman Sachs, zwróciło uwagę na dużą rozbieżność między notowaniami akcji amerykańskich i akcji z krajów rozwijających się. M.in. na podstawie tej dywergencji wysnuli wniosek, że emerging markets powinny nadrobić dystans dzielący je do Wall Street. Podzielasz ten pogląd?

Zgadzam się, że to na giełdach rynków wschodzących można teraz znaleźć najciekawsze okazje inwestycyjne. Wyceny są niskie, tempo wzrostu gospodarczego wyższe niż w krajach dojrzałych. Problem w tym, że te niskie wyceny nie wzięły się znikąd – dolar się umacnia, stopy procentowe w USA idą w górę, podobnie jak ceny ropy. Kapitał po prostu nie płynie do emerging markets i zaklinanie rzeczywistości niewiele zmieni w tym względzie.

Osobiście jeszcze bym się wstrzymał z inwestycją na rynkach wschodzących. Między innymi dlatego, że wciąż nie wiemy jakie ostatecznie będą konsekwencję tworzenia barier w wymianie handlowej między USA a Chinami. Amerykańskie firmy, które przeniosły produkcję do Państwa Środka bo była tańsza, będą ponosiły wyższe koszty związane z nowymi cłami. Co zrobią takie przedsiębiorstwa? Przeniosą się do – dajmy na to – Wietnamu czy Kambodży? W jakim zakresie uda im się przerzucić na konsumentów wyższe koszty związane z podwyżką ceł? W jakim stopniu chińskie firmy zrezygnują z amerykańskich dostawców i przerzucą się na europejskich? Jak to wszystko wpłynie na światowy układ sił gospodarczych?  Nie wiemy i nie dowiemy się z dnia na dzień, bo to wszystko zajmie czas.

Podsumowując, w razie rozwoju pozytywnego scenariusza, np. deeskalacji konfliktu handlowego, akcje emerging markets mają potencjał. Jeżeli wydarzenia potoczą się nie po myśli inwestorów, rozbieżność między notowaniami akcji amerykańskich i tych z rynków wschodzących – stanie się jeszcze większa.

Tak jak wspomniałeś na początku, w funduszach multi-asset od paru tygodni niedoważamy akcje. Jednak w ramach tej klasy aktywów jest region, który wyróżniliście in plus – to Japonia. Czy to dlatego, że notowania akcji z Kraju Kwitnącej Wiśni na przełomie września i października znalazły się najwyżej od początku lat 90-tych?

Nie tylko. Spółki japońskie mają szanse poprawiać wyniki finansowe, a ich wyceny są konkurencyjne. Bank Japonii, w przeciwieństwie do Fed, wciąż prowadzi łagodną politykę pieniężną, co wypływa na osłabienie jedna do dolara. To z kolei korzystna sytuacja z perspektywy japońskich przedsiębiorstw będących eksporterami. Japonia, w przeciwieństwie do strefy euro, nie ma problemu Włoch czy Brexitu. Z kolei w porównaniu ze spółkami amerykańskim, firmy japońskie są wycenianie zdecydowanie niżej. Dodatkowo Japonia, przynajmniej na razie, wykazuje się sporą odpornością na napięcia handlowe między USA a Chinami, wydaje się więc mniej ryzykownym miejscem do inwestowania, niż rynki wschodzące.

Warto przeczytać

Inwestorzy przesadzili

Dla światowych rynków akcji październikowa korekta okazała się jedną z najgłębszych w ostatnich dek...

Thumbnail
Valentijn van NieuwenhuijzenDyrektor Inwestycyjny

Polskie banki najlepsze w Europie

Oszczędności zdeponowane w dwóch największych bankach w Polsce – PKO BP i Pekao SA, są rzeczywiście ...

Thumbnail
Jan MorbiatoMenedżer Komunikacji Inwestycyjnej

Jak możemy Ci pomóc ?

Aby się zarejestrować, wybierz produkt inwestycyjny dla siebie.