<iframe src="//www.googletagmanager.com/ns.html?id=GTM-TK4BMS" height="0" width="0" style="display:none;visibility:hidden"> Rynkami buja w dół i w górę. Ale to nie huśtawka - to sztorm
NN TFI Investment Partners
Notowania
 
Wstecz

Rynkami buja w dół i w górę. Ale to nie huśtawka - to sztorm

Marzec 2020 r. zapisał się na zawsze w historii rynków finansowych. Notowania większości klas aktywów runęły z hukiem. Jeszcze nigdy na Wall Street bessa nie rozpoczęła się tak szybko… i równie szybko skończyła. Tylko czy na pewno?

Thumbnail
Robert BohynikCzłonek Zarządu i Dyrektor Inwestycyjny

Lektura na 2 minuty.

Jedną z definicji bessy jest spadek notowań o 20 proc. od szczytu. Analogiczne za początek hossy można przyjąć wzrost kursu o 20 proc. od dołka. Trzymając się tych ram moglibyśmy stwierdzić, że w minionym miesiącu indeks Dow Jones Industrial Average, grupujący największe amerykańskie spółki, zdążył zarówno wejść w rynek niedźwiedzia, jak i z niego wyjść. Najpierw, w pierwszej połowie marca, jego notowania spadły o ponad 20 proc., następnie w ciągu zaledwie trzech sesji od 24. do 26. marca, urosły o ponad 20 proc.

Czym wytłumaczyć tę woltę? Tym razem, inaczej niż w ostatnim kryzysie w latach 2008-2009, banki centralne zaczęły działać szybko, w dodatku na niespotykaną dotąd skalę. Do władz monetarnych dołączyły rządy państw, uruchamiając bezprecedensowe programy fiskalnego ratowania gospodarki przed konsekwencjami epidemii wywołanej koronawirusem. Tylko w USA wartość takiego pakietu przekracza dwa biliony dolarów (amerykańskich trylionów!).

Mimo to, nie zakładamy, żeby szczyt paniki wywołanej koronawirusem był już za nami. Dalczego? Po pierwsze, liczba zachorowań cały czas rośnie. Jeżeli chodzi o rozwój epidemii, to Europa znajduje się teraz w samym oku cyklonu, a do wybrzeży USA ta burza dopiero dotarła. Wystarczy, że za Atlantykiem choroba będzie się rozwijać podobnie jak we Włoszech, czy Hiszpanii – czego nie można wykluczyć – a na rynki wróci strach.

Po drugie, do przedstawicieli zamożnych państw zaczyna docierać, że świat nie kończy się na ich krajach. Do tej pory zapominaliśmy m.in. o Afryce, gdzie liczba zachorowań w ostatnich dniach również zaczęła dynamicznie rosnąć, szczególnie na północy kontynentu. To wszystko sprawia, że jeszcze przez długi czas pozostaną z nami złe wiadomości.

Po trzecie wreszcie, o ile koronawirus zbiera już śmiertelne żniwo wśród ludzi, o tyle pierwsze gospodarcze ofiary dopiero dają o sobie znać. Dane napływające z gospodarki – m.in. wskaźniki PMI i ISM, indeks Ifo, liczba wniosków o zasiłki dla bezrobotnych w USA i in. – sugerują ryzyko recesji przynajmniej tak głębokiej jak w latach 2008-2009. W ostatnich dniach do tych wskaźników dołączyły również bardziej namacalne zapowiedzi nadchodzącego załamania. Jakie? Obniżka oceny wiarygodności kredytowej Wielkiej Brytanii przez Fitcha, obcięcie ratingu Forda do poziomu „śmieciowego” przez Standard & Poor’s, co może stanowić preludium do załamania czekającego branże motoryzacyjną, zamykanie funduszy inwestycyjnych przez globalne firmy zarządzające aktywami. To tylko przykłady z ostatnich dni, najgorsze wciąż może być przed nami.

Podsumowując – uważamy, że notowania akcji wciąż nie wyceniły czarnego scenariusza a to, co widzieliśmy było dopiero pierwszą falą spadków. Gigantyczne programy fiskalne mogą oczywiście ten negatywny rozwój wydarzeń załagodzić, ale cały czas nie wiemy czy to się rzeczywiście uda, a jeżeli tak – w jakim zakresie. Nikt nie jest w stanie przewidzieć jak sytuacja się rozwinie, dlatego zalecamy ostrożność.

Wyskoki indeksów giełdowych, rzędu 10-20 proc., zdarzają się w czasach recesji. Dodatkowo brak płynności sprawia, że zlecenia kupna są realizowane po cenach znacznie wyższych niż poprzedniego dnia. Wydaje nam się, że wzrosty z ostatnich dni marca były bardziej grą emocji, niż fundamentów, szczególnie w tych segmentach rynku kapitałowego, które nie mogą liczyć na bezpośrednie wsparcie banków centralnych.

W obrębie polskich obligacji skarbowych działania Ministerstwa Finansów i Narodowego Banku Polskiego – odwrócone aukcje, czyli takie, w ramach których te instytucje kupują dług, zamiast go sprzedawać – przywróciły płynność i poprawiły nastroje. Sytuacja nie wróciła jeszcze w pełni do normalności, natomiast można powiedzieć, że została – przynajmniej częściowo - opanowana.  

Akcje są tanie, ale pozostają atrakcyjne przede wszystkim w długim terminie. W krótkim okresie nie można wykluczyć dalszych spadków zwłaszcza, że wyceny same w sobie nie są dobrym punktem wyjścia do formułowania krótkoterminowych prognoz – z faktu, że coś jest tanie, nie wynika, że zaraz zacznie drożeć. Aktywni i doświadczeni inwestorzy mogą teraz szukać okazji na rynkach azjatyckich, które są zdecydowanie bardziej zaawansowane w walce z koronawirusem niż Europa i USA.

Warto przeczytać

Sektor ochrony zdrowia nie kończy się na ludziach

Właściwie to, co najciekawsze inwestycyjnie zaczyna się dopiero… od zwierząt. Zdrowie zwierząt to od...

Thumbnail
Hendrik-Jan BoerHead of Sustainable Investments, Senior Portfolio Manager, Sustainable Equity

Rada Polityki Pieniężnej wstrząsnęła rynkiem

W czwartek 28 maja RPP niespodziewanie jeszcze bardziej obniżyła stopy procentowe - referencyjną do ...

Thumbnail
Wojciech GórnyDyrektor Zespołu Zarządzania Papierami Dłużnymi

Jak możemy Ci pomóc ?

Aby się zarejestrować, wybierz produkt inwestycyjny dla siebie.