NN TFI Investment Partners
Notowania
 
Wstecz

Sygnał do ewakuacji dadzą obligacje

W ostatnich dniach inwestycyjnym tematem numer jeden na świecie była – kolejny już raz w tym roku – rosnąca rentowność amerykańskich obligacji dziesięcioletnich.

Thumbnail
Jan MorbiatoMenedżer Komunikacji Inwestycyjnej

W ostatnich dniach inwestycyjnym tematem numer jeden na świecie była – kolejny już raz w tym roku – rosnąca rentowność amerykańskich obligacji dziesięcioletnich. Wzrost oprocentowania oznacza spadek cen, ponieważ wszystkie papiery dłużne wyemitowane wcześniej, przy niższej rentowności, stają się dla inwestorów mniej warte niż te z nowym, wyższym oprocentowaniem.

Co oznacza wzrost oprocentowania

Oprocentowanie popularnych „treasurysów” (od angielskiego „treasuries”, czyli „skarbówki”) pod koniec kwietnia, po raz pierwszy od przełomu 2013 i 2014 r. przekroczyło 3 proc. Sądząc po reakcji analityków finansowych jest to liczba magiczna, stanowiąca granicę między hossą, a bessą.

Wzrost rentowności amerykańskich skarbówek rzeczywiście może namieszać na rynkach – instrumenty finansowe uważane za bezpieczne stają się stosunkowo bardziej atrakcyjne, mogą więc odciągać uwagę inwestorów od innych klas aktywów, np. akcji.

Jeżeli to tego dodamy umocnienie dolara amerykańskiego – również uważanego za bezpieczną inwestycję – otrzymujemy gotowy scenariusz odwrotu od ryzykownych aktywów, np. akcji i obligacji z rynków wschodzących.

Hossa ma jeszcze paliwo

Czy jednak 3 proc., jest tą właśnie barierą, która daje inwestorom sygnał do przerzucenia się z akcji na obligacje, od której rozpoczna się bessa?

Przeciętna rentowność (odwrotność wskaźnika cena do zysku) akcji w USA przekracza dziś 4 proc., jest więc wyższa niż rentowność 10-letnich obligacji.

Poza tym, ostatni raz, kiedy rentowność amerykańskich „dziesiątek” sięgnęła poziomu 3 proc., na rynkach akcji nic złego się nie stało, a S&P500, indeks szerokiego rynku amerykańskiej giełdy, miał przed sobą cały rok wzrostów. Trend boczny obserwowany na rynkach wschodzących dalej trwał w najlepsze.

3 proc. jest więc okrągłą liczbą, nośną medialnie, a nie poziomem oprocentowania, który miałby rzeczywistą moc zakończenia hossy. Z punktu widzenia analizy technicznej potwierdza on, że trend spadku rentowności amerykańskiego długu się skończył i – być może – zaczyna się odwrotna tendencja. Co do tego jednak już od paru lat nikt nie ma wątpliwości.

Bardziej miarodajny niż sama rentowność dziesięcioletnich papierów jest inny wskaźnik, również powiązany z amerykańskimi papierami dłużnymi. To różnica między oprocentowaniem obligacji dziesięcioletnich i dwuletnich. Kiedy ta wartość robi się ujemna – oprocentowanie papierów krótkoterminowych zaczyna przewyższać długoterminowe – nadchodzą kłopoty.

Praktycznie każdą recesję w USA poprzedza taka właśnie sytuacja na rynku długu. A skoro recesję, to również bessę. Ostatni raz rentowność dwuletnich obligacji amerykańskich była wyższa niż dziesięcioletnich w latach 2006-2007, a więc rok-dwa przed kryzysem finansowym i poprzedzającym go załamaniem na rynkach.

Dziś obligacje dziesięcioletnie są wciąż wyżej oprocentowane niż dwuletnie, o ok. 0,5 pkt proc. Wydaje się więc, że – przynajmniej do strony rynku długu – nie słychać jeszcze sygnału alarmowego.

Warto przeczytać

Autobus nam odjechał

Nie trzeba być zwolennikiem tezy o tym, że kapitał ma narodowość, czy uważać się za gospodarczego pa...

Thumbnail
Jan MorbiatoMenedżer Komunikacji Inwestycyjnej

Liderzy hossy złapali zadyszkę

Na początku ubiegłego tygodnia ok. 20 proc. amerykańskich spółek miało za sobą publikację raportów f...

Thumbnail
Jan MorbiatoMenedżer Komunikacji Inwestycyjnej

Jak możemy Ci pomóc ?

Aby się zarejestrować, wybierz produkt inwestycyjny dla siebie.