<iframe src="//www.googletagmanager.com/ns.html?id=GTM-TK4BMS" height="0" width="0" style="display:none;visibility:hidden"> Wojna o chipsy, której nie było
NN TFI Investment Partners
Notowania
 
Wstecz

Wojna o chipsy, której nie było

Zaledwie kilka miesięcy temu to był czarny scenariusz. Od środy 24 lipca Brexit bez porozumienia między Wielką Brytanią a Unią Europejską (no-deal Brexit) jest już jednak scenariuszem bazowym.

Thumbnail
Jan MorbiatoMenedżer Komunikacji Inwestycyjnej

Lektura na 4 minuty.

 

O potencjalnych konsekwencjach spalenia mostów między Wyspami a kontynentem pisaliśmy już nie raz (ciekawe podsumowanie na ten temat przygotowało BBC). Tym razem dwa słowa o sprawcy całego zamieszania, czyli o Borisie Johnsonie, który właśnie 24 lipca przejął schedę po Theresie May, dotychczasowej premier Wielkiej Brytanii.

 

Premier przyjechał autobusem

Johnson zapowiedział już, że „choćby nie wiem co”, Zjednoczone Królestwo do 31 października opuści Unię. W jego ustach ta deklaracja to coś więcej niż zagrywka negocjacyjna. Był bowiem twarzą kampanii na rzecz Brexitu, opartej na – łagodnie mówiąc – dezinformowaniu społeczeństwa. Jej symbolem stał się czerwony autobus z wypisanym sztandarowym hasłem ówczesnego mera Londynu a dziś brytyjskiego premiera: „Wysyłamy do UE 350 mln funtów tygodniowo. Przeznaczmy je na NHS (brytyjski NFZ)”. Kwota się nie zgadza (tak podał Brytyjski Urząd Statystyczny), a pieniędzy, które dziś Wielka Brytania wpłaca do unijnej kasy nie da się przerzucić na finansowanie służby zdrowia w relacji 1:1. Prawdą jest natomiast że NHS rzeczywiście jest w fatalnej kondycji.

Johnson próbuje sobie teraz żartować z „autobus Johnsona”, a nawet się od niego odcinać (o tym w jaki sposób, kapitalnie opowiada brytyjski komik John Oliver). Problem w tym, że to tylko jeden z jego sloganów bez pokrycia. Szef brytyjskiego rządu konsekwentnie, od dekad, budował swoją karierę polityczną na obnażaniu euro-absurdów. Równie konsekwentnie naginał rzeczywistość do swoich też. Przykład? Jedną z jego broni w walce ze wspólnotą były…. chipsy o smaku krewetkowym. Na początku lat 90-tych, jako korespondent „The Telegraph” w Brukseli, donosił, że Komisja Europejska planuje zamach na ten brytyjski rarytas.

W 2002 r. przyznał w felietonie, że na opisywaniu tej i innych „unijnych infamii” spędził najradośniejsze chwile swojego życia. Poniekąd przyznając się do kłamstwa, bowiem ćwierć wieku po jego alarmujących doniesieniach o planowanych przez unię zamachach na „brytyjskość” wyspiarze wciąż zajadają się chipsami o smaku krewetek. Jeżdżą dwupiętrowymi autobusami (tzw. doubledeckers), których – rzekomo – Unia też miała zakazać. I zapewne używają różnych prezerwatyw, a nie tylko w jedynym słusznym rozmiarze, który – jak alarmował Johnson – Unia miała dopuścić do sypialni swoich obywateli.

 

Recesja puka do drzwi

To wszystko jest tak absurdalne, że aż śmieszne. Inwestorzy wydają się jednak nie podzielać poczucia humoru brytyjskiego premiera, który cały czas sprawia wrażenie, jakby się doskonale bawił i właściwie dążył do rozwodu z UE dla żartu.

- Wraz z objęciem przez Borisa Johnsona funkcji premiera wzrosło ryzyko twardego Brexitu – komentuje Ewout van Schaick, szef zespołu wielu klas aktywów (head of multi asset) w NN Investment Partners. –  W ostatnich tygodniach funt wyraźnie się osłabił. Biorąc pod uwagę skalę zagrożenia, reakcja na rynkach innych klas aktywów można uznać za umiarkowaną. Wraz ze zbliżaniem się 31 października inwestorzy powinni jednak zacząć uwzględniać zagrożenie, które Brexit stwarza dla wzrostu gospodarczego na Starym Kontynencie – uważa Ewout van Schaick.

Znacznie czarniejszy scenariusz na wypadek „twardego Brexitu” kreśli Biuro Odpowiedzialności Budżetowej (Office for Budget Responsibility) brytyjskiego ministerstwa skarbu (HM Treasury) w opublikowanym w połowie lipca raporcie o ryzykach fiskalnych, podkreślając, że jest to scenariusz skrajny, a nie prognoza.

„W związku ze wzrostem niepewności spadnie wartość inwestycji, większe bariery handlowe z UE obciążają eksport. To wszystko popchnie gospodarkę w kierunku recesji a ceny aktywów finansowych i notowania funta – w kierunku spadków. Do końca 2020 r. realny PKB spadnie o 2 proc. Wyższe bariery handlowe spowolnią wzrost potencjalnej produktywności, podczas gdy spadek liczby imigrantów netto przełoży się na ograniczenie siły roboczej. Nałożenie ceł w handlu międzynarodowym i deprecjacja funta podniosą inflację i obniżą realne dochody gospodarstw domowych (…)” czytamy w raporcie.

Zdaniem Banku Anglii, prawdopodobieństwo, że do końca pierwszego kwartału 2020 roku brytyjska gospodarka zacznie się kurczyć, wynosi 33 proc. I to nawet przy założeniu, że Brexit odbyłby się w wersji „z umową”. - W wariancie „bez umowy” szok gospodarczy byłby natychmiastowy – funt straciłby na wartości, inflacja by podskoczyła, a gospodarka wyhamowała - powiedział Mark Carney, gubernator tej instytucji. Zapewnił, że bank centralny zrobi co w jego mocy, żeby ograniczyć negatywny wpływ tych wydarzeń na rynek pracy i aktywność gospodarczą. – Ale nasze możliwości są ograniczone – zastrzegł Carney.

Warto przeczytać

Inwestycje z innej epoki

Nowe przepisy obejmujące obligacje korporacyjne mogą wypchnąć inwestorów ku całkowicie nieuregulowan...

Thumbnail
Jan MorbiatoMenedżer Komunikacji Inwestycyjnej

Ropa naftowa może jeszcze dostarczyć okazji do zarobku

Ostatnie wydarzenia w Arabii Saudyjskiej obnażyły strukturalne słabości na rynku czarnego złota. Ogr...

Thumbnail
Jan MorbiatoMenedżer Komunikacji Inwestycyjnej

Jak możemy Ci pomóc ?

Aby się zarejestrować, wybierz produkt inwestycyjny dla siebie.