Trump wygrywa wybory. Rynki spadają.

9 listopada 2016

  Łukasz Mickiewicz

   Manager Dystrybucji   

 

Donald Trump, wnuk niemieckiego imigranta, który poszukiwał złota na Alasce, syn nowojorskiego przedsiębiorcy inwestującego w nieruchomości na Manhattanie, absolwent Akademii Wojskowej Nowego Jorku i Wharton School of Business, miliarder, 324 najbogatszy człowiek na świecie według Forbes, właściciel i prezes the Trump Organization, międzynarodowego koncernu z branży nieruchomości, celebryta, producent i gospodarz reality-show The Apprentice, który przez 10 lat nie schodził z anteny NBC, siedemdziesięciolatek, ojciec 5 dzieci i dziadek 8 wnuków, zostanie 45 Prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Inauguracja jego urzędu nastąpi 20 stycznia 2017 roku, w samo południe.

W jednoczesnych wyborach do Kongresu wygrała partia Republikańska. Dzięki temu utrzyma przewagę w Izbie Reprezentantów i Senacie. Po 8 latach rządów demokratów w Białym Domu i częściowo w Kongresie, przyszedł czas na rządy republikanów.

 

Reakcja rynków   

Inwestorzy dość spokojnie przyjęli wyniki wtorkowych wyborów. Pierwsze reakcje były negatywne i w jakimś stopniu emocjonalne (co w dzisiejszych realiach praktycznie jest regułą, jeśli połączymy zaskakujący scenariusz rynkowy ze sposobem prezentowania informacji przez media). Dziś o 7:00 rano kontrakty na akcje amerykańskie spadały o około 3,2%. Dotknęło to rynki azjatyckie, które o tej porze kończyły sesje. Akcje japońskie straciły 5,4%. Otwarcie sesji na rynkach europejskich też było na kilkuprocentowych minusach, jednak w kolejnych godzinach indeksy rosły. O 13:00 kontrakt na akcje amerykańskie tracił 2%, akcje niemieckie i francuskie spadały o około 1,5%, a polskie o niespełna 1%.

Podsumowując, pierwsza reakcja rynków była dużo spokojniejsza, niż w przypadku Brexit. Po części dlatego, że zupełnie inaczej zachowywały się rynki w tygodniach poprzedzających oba wydarzenia. Przed Brexit rynki silnie rosły. Globalni inwestorzy założyli, że scenariusz wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej jest zbyt abstrakcyjny, by mógł się ziścić. Przed wyborami w USA nie chcieli popełnić tego błędu i widząc rosnące szanse Trumpa w ostatnich tygodniach, sprzedawali akcje. Dlatego w listopadzie indeksy generalnie spadały i częściowo uwzględniały scenariusz zwycięstwa kandydata republikanów.

 

Ekonomiczne plusy i minusy 

Dwoma głównymi wątkami ekonomicznymi w programie Donalda Trumpa są:

     1. zmniejszenie podatków i ograniczanie roli państwa w gospodarce (np. przez wycofanie programu powszechnej opieki medycznej „Obamacare”)
     2. większy protekcjonizm gospodarki USA

W kwestii podatków i wydatków rządowych nowy prezydent będzie musiał uzyskać zgodę Kongresu na wprowadzenie reform. W drugiej kwestii, czyli polityki międzynarodowej, ma dużą większą autonomię. Trump wielokrotnie mówił o sprowadzaniu miejsc pracy z powrotem do USA oraz o renegocjowaniu umów handlowych m.in. z Chinami i Meksykiem. W zależności od tego jak bardzo Republikanin będzie przywiązany do tych obietnic, mogą one zaburzyć obecną równowagę w wymianie międzynarodowej. Ewentualna wojna celna z Chinami, na której ucierpiałaby światowa gospodarka jest niewątpliwie głównym źródłem ryzyka, związanego z dzisiejszym wynikiem wyborów. Głównie dlatego reakcja rynków na świecie na wynik wyborów jest negatywna.

Co ciekawe, dziś rano w przemówieniu po zwycięstwie Donald Trump zapowiedział również duże inwestycje w infrastrukturę. Wspomniał odbudowywanie autostrad, tuneli, mostów, lotnisk, szkół i szpitali. Mówił o podwojeniu tempa wzrostu amerykańskiej gospodarki. Jeśli ten postulat będzie realizowany, będzie to jeden z pierwszych przypadków od 2010 roku wykorzystania polityki fiskalnej w celu pobudzenia wzrostu gospodarczego. Do tej pory, odbudowywanie światowej gospodarki po kryzysie z 2008 roku leży głównie po stornie polityki monetarnej, czyli na barkach banków centralnych. Perspektywa uruchomienia drugiego silnika wzrostu, czyli wydatków rządowych, mogłaby w pewnym momencie pozytywnie wpłynąć na rynki finansowe.

 

Czy jest źle i co dalej? 

Kiedy dzieje się coś nieoczekiwanego, zawsze wydaje nam się, że ma to dużo większe znaczenie, niż podobne wydarzenia tego typu z przeszłości. Niespełna pół roku temu Brytyjczycy zagłosowali za Brexitem, co w pierwszych reakcjach było komentowane jako początek końca Unii Europejskiej. Było porównywane z bankructwem banku Lehman Brothers w 2008 roku i z bankructwem Grecji w 2012 roku. Dziś, po paru miesiącach wiemy, że Brexit w krótkim terminie miał nieporównywalnie mniejsze konsekwencje. Ten fenomen przypisywania wagi wydarzeniom bieżącym został zresztą zbadany i opisany przez amerykańskich naukowców. Nazwano go „recency bias” („błąd świeżości”) i zalicza się do grupy emocjonalnych wyzwań przed jakimi stoją inwestorzy podejmując decyzje dotyczące własnych pieniędzy.
Dlatego przez parę dni można wstrzymać się z oceną wpływu amerykańskich wyborów na rynki finansowe. Warto zobaczyć, jakie decyzje będą podejmować inwestorzy po chłodnej analizie sytuacji. Czy przeważy chęć sprzedaży akcji w celu zmniejszenia ryzyka, czy chęć dokupienia akcji po niższych cenach. W tym momencie nie można wykluczyć żadnego ze scenariuszy. W najbliższych dniach zobaczymy także jaka będzie reakcja funduszy ininwestycyjnych na wynik wyborów, o czym napiszemy w osobnym komentarzu.