Brexit, Trump… czy to już efekt domina?

7 grudnia 2016

    Przemysław Rodek

   Specjalista ds. Funduszy Inwestycyjnych   

 

Najgłośniejszym wydarzeniem listopada były niewątpliwie wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Wygrana Donalda Trumpa wywołała spore zaskoczenie. Trudno jednak odpowiedzieć na pytanie jak Trump wpłynie na obecną sytuację gospodarczą. Jego przyszłe działania nadal pozostają pod znakiem zapytania. W podstawowym scenariuszu, jakim jest rozkwit amerykańskiej gospodarki, efekt dla Strefy Euro najprawdopodobniej będzie pozytywny, dzięki rozlewowi popytu oraz słabszemu euro. Z drugiej strony, może mieć to również negatywny wpływ w kontekście pogorszenia sytuacji na rynkach wschodzących. Będzie miało to miejsce w przypadku dalszego umacniania się dolara.

W ostatnim czasie w sferze politycznej można zaobserwować swego rodzaju efekt domina. Wynik referendum w Wielkiej Brytanii, a następnie zwycięstwo Trumpa wskazują jasno na wzrost popularności partii populistycznych. Trudno jednak ocenić rzeczywistą siłę tego efektu. Można zgadywać, że znaczna część głosów oddanych na populistów jest rezultatem krajowych uwarunkowań, takich jak nierówności społeczne, bezrobocie, czy kryzys imigracyjny. Może jednak nie powinniśmy wyolbrzymiać efektu Trumpa? Przegrana Clinton była bowiem w dużej mierze rezultatem specyficznego kształtu systemu wyborczego w Stanach Zjednoczonych. Zdobyła ona tak naprawdę większą liczbę głosów, jednak o ostatecznym zwycięzcy zadecydowały głosy elektorskie.

To właśnie niepewności polityczne będą kluczowym tematem przyszłego roku. Inwestorzy mogą jednak trochę odetchnąć biorąc pod uwagę fakt, że systemy polityczno-wyborcze w Europie są bardziej zrównoważone. Powinno to powstrzymać partie populistyczne przed przejęciem całkowitej władzy. W przypadku Brexitu, premier David Cameron prawdopodobnie błędnie oszacował sytuację wierząc, że referendum  jest jedynym sposobem na uniknięcie rozłamu Partii Konserwatywnej. Otworzył przez to drzwi do działania populistom, którzy tak naprawdę stanowią mniejszość elektoratu. W USA natomiast mamy do czynienia ze specyficznym systemem wyborczym, gdzie zwycięzca zgarnia wszystko. Na starym kontynencie zdecydowanie trudniej jest dla mniejszości zdobyć władzę absolutną. Niemniej, nie jest to całkowicie wykluczone. Co więcej, nawet jeśli tak się nie stanie, nadal możliwy jest paraliż polityczny w mainstreamowych partiach. Prawdopodobnie spowolni to proces umacniania instytucji fiskalnych i monetarnych, co według niektórych już się dzieje.