2017: reflacja może zdominować rynki

1 lutego 2017

  Łukasz Mickiewicz

   Starszy Manager Dystrybucji   

 

W rynkowych komentarzach na 2017 rok często pojawia się techniczny termin z dziedziny ekonomii, czyli „reflacja”. Ten zwrot składa się z wyrazów „re” i „inflacja”, czyli ponowna inflacja. W prostych słowach chodzi o to, że światowa gospodarka przyspiesza. Patrząc na różne wskaźniki ekonomiczne, można założyć, że jej kondycja jest najlepsza od wielu lat. Skoro tak, to w pewnym momencie pojawi się wyższa inflacja. Przez ostatnie 10 lat była na relatywnie niskim poziomie albo wręcz ujemna. Czyli ceny produktów i usług dostępnych w sklepach rosły stosunkowo wolno, a niektórych przypadkach nawet spadały (np. cena benzyny).

Dlaczego jest to ważne dla funduszy? W warunkach inflacji z reguły dosyć dobrze radzą sobie fundusze akcji oraz te fundusze, które część środków inwestują na rynku akcji. Od paru miesięcy indeksy akcji silnie rosły, pozytywnie wpływając na wyniki wielu funduszy NN Investment Partners TFI. Ponieważ temat „reflacji” pojawił się w listopadzie, rynek przypisał go zwycięstwu Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich. Skoro nowy prezydent USA zapowiadał odbudowywanie dróg, mostów i murów, to te wydatki dodatkowo rozkręcą amerykańską gospodarkę. Jednak tak naprawdę temat reflacji jest głębszy i dotyczy wielu regionów. Europa i Japonia również wkraczają na ścieżkę rozwoju, Chiny ustabilizowały gospodarkę po zawirowaniach z ostatnich dwóch lat, a niektóre rynki wschodzące, takie jak Rosja czy Brazylia wychodzą z okresów recesji. Dlatego rynki finansowe dobrze zachowywały się w ostatnich miesiącach, pomimo niepewności związanej z rządami nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Uważamy, że te trendy mogą utrzymać się w 2017 roku.

Ewentualnymi zagrożeniami tej rynkowej sielanki, w naszej opinii, mogą być działania administracji Donalda Trumpa albo konsekwencje wysokiego zadłużenia Chin. Jednak rynki finansowe głównie reagują na kondycję firm i efekty prowadzonych biznesów. W przyszłym roku zyski firm w krajach rozwiniętych powinny wzrosnąć o 7 – 16%, co stworzyłoby dobry sentyment wśród inwestorów. Jeśli wywodzący się ze świata biznesu Donald Trump w swoich decyzjach będzie brał pod uwagę interes przedsiębiorstw, będzie to dodatkowy element wspierający scenariusz „reflacji”.