Psychologia inwestowania 

jak nie dać ponieść się emocjom?

27.01.2017

Kiedy myślimy o terminie „inwestowanie”, do głowy przychodzi nam szereg niezbędnych umiejętności analitycznych, znajomość prawideł finansowych czy dobre rozeznanie rynku, w który chcemy zainwestować. To rzecz jasna prawda i są to niezbędne składniki sukcesu. Jest jednak jeszcze jeden czynnik, który bywa determinujący – emocje.

 

Łatwiej zrozumieć będzie to tym, którzy interesują się sportem lub uprawiają jakąś dyscyplinę. Profesjonalny lekkoatleta ma nie tylko wytrenowane do granic możliwości ludzkich ciało. Tyle samo czasu, a może nawet więcej, spędza na treningu mentalnym, żeby w odpowiednim, trwającym często ułamek sekundy momencie, odpowiednio zareagować. Tę analogię można w prosty sposób przełożyć na grunt inwestycyjny.

 

Rola emocji w inwestowaniu

Emocjonalne podejście w inwestowaniu często zaburza ostateczny osąd, nie pozwalając na obiektywną ocenę sytuacji oraz podjęcie racjonalnych decyzji. Emocje towarzyszące miłości czy przyjaźni odczuwamy w sposób fantastyczny i intensywny, jednak w przypadku lokowania pieniędzy w akcje spółek giełdowych lub inne aktywa mogą one zakłócić odbiór rzeczywistości, wprowadzić chaos, a tym samym – przyczynić się do powstawania straty.

Przykład? Cofnijmy się w czasie o parę miesięcy, do końca czerwca 2016 roku. Wtedy to gruchnęła wieść, że Wielka Brytania wycofuje się z Unii Europejskiej. Media podchwyciły temat, informując o zaskakujących wynikach referendum. Mieliśmy piątek, 24 czerwca, a konsumenci od samego rana byli atakowani różnymi informacjami. W oczywisty sposób wywołało to panikę na giełdzie, przewidywano duże spadki, co potwierdziło się w TKO[1]. Mało kto wtedy przystanął, by zastanowić się przez chwilę, biorąc pod uwagę choćby długą procedurę wyjścia z UE, czy histeryczna sprzedaż akcji ma sens.

A notowania? Bardzo szybko odbiły i wróciły do normy, zaś inwestorzy, którzy nie dali się ponieść emocjom, od piątku do poniedziałku na tzw. blue chipach[2] potrafili zarobić nawet 10%.

Jak sami widzicie, psychologia inwestowania to niezwykle istotny element całego procesu inwestycyjnego. Oczywiście ogromnie istotne jest także doświadczenie, i to na jego bazie można zbudować emocjonalny pancerz. Ale żaden z tych czynników, z osobna, nie zapewni sukcesu. Niezbędna jest synergia.

 

Odwaga, profesjonalizm i obiektywizm

Każda informacja, która dociera do naszego mózgu wpływa na poziom obiektywizmu, na którym opieramy nasze decyzje inwestycyjne – i nie ma tu tak naprawdę znaczenia, czy jest to kiedyś zasłyszana i niemal już zapomniana opinia, delikatna sugestia czy też wnioski płynące z przeczytanych analiz. W dodatku, co udowadnia powyższy przykład z Brexitem, nasze umysły są tak skonstruowane, że zdecydowanie łatwiej jest działać pod wpływem tłumu, podzielając asekuracyjne zachowania innych.

Indywidualizm i odwaga, wyrażane poszukiwaniem własnej – często oryginalnej – drogi do sukcesu, wymagają odpowiedniego przygotowania. Oczywiście nigdy nie pozbędziemy się tego cichego głosiku w głowie, który będzie nam cały czas próbował udowodnić, że skoro większość robi coś innego, to zapewne to nasze działania są oparte na błędnych założeniach. Nathan Rothschild powiedział kiedyś: kupuj, kiedy leje się krew. I właśnie takie odważne – ale przy tym odpowiednio profesjonalne! – podejście do działań może przynieść nam najlepsze wyniki. Podobnie jak zachowanie daleko idącej ostrożności wobec wszystkich niesprawdzonych informacji, opinii bez podstaw oraz nieuzasadnionych plotek.

 

Strach, chciwość i nadzieja (na zysk)

Co może wzbudzać strach w inwestorze? O tym opowiedział mi Patryk, znajomy, który na giełdzie gra od niemal 10 lat. Ta emocja pojawia się w kontekście dwóch zagadnień – możliwości poniesienia straty, a w konsekwencji – przegapienia atrakcyjnej okazji do zarobku. Utwierdził mnie w tym przekonaniu, podając mi swoje doświadczenia jako przykład. Patryk, na samym początku przygody z inwestowaniem, polegał głównie na zdaniu innych, samemu nieumiejętnie filtrując otrzymywane informacje. I jedna z inwestycji doprowadziła go niemal do ruiny – będąc któregoś razu na uczelni, wdał się w rozmowę z kolegą, który pracował w dużej spółce (jako szeregowy pracownik). Powiedział mu o planowanych zmianach, mających w krótkim czasie spowodować drastyczny wzrost wartości całej spółki. W efekcie Patryk zainwestował w ten podmiot ponad 90% środków, tylko po to, żeby po ponad roku sprzedać je z… 76% stratą. Ta historia zaszczepiła w nim lęk, przez co dwa lata później przegapił okazję do dużego zarobku – co jednak nie było aż tak zgubne w skutkach, jak wynik wcześniej przytoczonej inwestycji.

Dlatego inwestor koniecznie musi mieć tzw. „grubą skórę”, aby niepowodzenia go nie paraliżowały. Patryk sam mi przyznał, że strach zdecydował o tym, że nie skorzystał z rady. A ta pochodziła od osoby o wiele bardziej rzetelnej i umocowanej w temacie, niż poprzedni kolega za studiów. Dlatego wcześniejsze niepowodzenia powinny prowadzić do wyciągania odpowiednich wniosków, nie paraliżu. Kończąc wątek, Patryk opowiedział mi też o drugiej stronie medalu. Są też bowiem i tacy inwestorzy, którzy zupełnie zaprzeczają negatywnym informacjom płynącym z rynku (np. gwałtownym spadkom indeksów giełdowych), wierząc, że jedynie pozytywne nastawienie do inwestycji przyniesie im oczekiwany zysk. Jak łatwo się domyślić, podjęte w tym duchu decyzje inwestycyjne mają sporą szansę zakończyć się całkowitym fiaskiem.

Emocjonalne i nieprzemyślane działania, kupno i sprzedaż aktywów inwestycyjnych w nieodpowiednich momentach – to w komplecie konsekwencje działań podszytych chciwością. Trudno nie myśleć o przyszłych zyskach, kiedy to właśnie one są celem naszych działań. Trzeba jednak zachować umiar.

Chciwość, podobnie jak strach, nie pozwala rzetelnie ocenić sytuacji i prawidłowo analizować. To właśnie ta emocja sprawia, że chcesz zarobić jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. A to modelowe okoliczności do niezdarnych i nieprzemyślanych działań.

Nadzieja na duży zysk niejednokrotnie sprowadza na manowce. Inwestor – kierujący się nadzieją – będzie podejmować nieracjonalne decyzje, mimo całej swojej wiedzy czy przedstawionych analiz. Przedłużanie gry może być ekscytujące i w niektórych przypadkach faktycznie przyniesie zysk. Trzeba jednak pamiętać, że zbyt długie oczekiwanie na zmianę sytuacji rynkowej niejednokrotnie będzie obarczone naprawdę dużym ryzykiem poniesienia straty.

 

Najlepsza broń w walce z emocjami podczas inwestowania

Wielu specjalistów z zakresu psychologii inwestowania wyraźnie podkreśla, że jedyna bronią w walce z emocjami jest dystans i obiektywizm. Musimy sobie uświadomić, że strach paraliżuje. Jeśli pozwolimy mu się zaszczepić w głowie, to – jak w przypadku Patryka – bardzo szybko „odetnie” nas od racjonalnego myślenia i nie tylko odwiedzie nas od potencjalnie udanej inwestycji, ale może też ukryć wszystkie możliwe rozwiązania sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. Utrzymywanie dystansu do emocji takich, jak niepokój, strach czy obawa pozwoli zredukować siłę ich oddziaływania.

Kiedy już będziemy świadomi tego, że strata czy przegapienie okazji do zysku nie są pierwszymi tego typu wydarzeniami w naszym życiu, łatwiej nam będzie obiektywnie przejść do działania. Na koniec Patryk podpowiedział mi, jak on sam sobie poradził z takimi sytuacjami. Przyjął punkt widzenia, według którego nic nie dzieje się bez przyczyny – przed nim jeszcze wiele okazji do zarobku, a dzięki dwóm przytoczonym wyżej historiom, dzisiaj wiedzie mu się na giełdzie naprawdę dobrze.

 

Dobry plan inwestycyjny to podstawa

Obiektywne podejście wobec każdego wydarzenia, które może mieć miejsce na rynku, da nam większe poczucie swobody oraz pozwoli na zachowanie jasnego umysłu w każdej sytuacji. Bardzo dobrym rozwiązaniem jest również przygotowanie szczegółowego oraz skrupulatnego planu inwestycyjnego. Zdyscyplinowanie – którego wymaga droga do realizacji planu – jest skutecznym sposobem na to, by trzymać emocje na wodzy. Sukcesywne działanie, oparte przede wszystkim na wiedzy i doświadczeniu (a nie polegające jedynie na intuicji) zapewni dobrą analizę rynku w konkretnym momencie oraz – w efekcie – lepsze wyniki. Wnioski, które wyciągniemy po realizacji planu będą niezwykle cenne w kontekście kolejnych działań.

Na koniec trzeba pamiętać, by w trakcie procesu inwestycyjnego postarać się całkowicie wyłączyć emocje. Wraz z nimi pojawia się bowiem ryzyko straty, którą trudno sobie później wybaczyć. Niedopuszczenie ich do głosu da nam pewność co do podejmowanych działań i ich klarowności, a w efekcie – oczekiwanego poziomu zyskowności z wybranych inwestycji. A to przecież jest nadrzędny cel.

 

[1] TKO – teoretyczny kurs otwarcia.

[2] Blue chip – potoczne określenie dużej spółki giełdowej, która cieszy się zaufaniem inwestorów.

Iza Ligocka

Iza Ligocka

Autor strony LigoArt

Iza to 45-letnia pasjonatka, która pracę zawodową łączy z blogowaniem i rozwijaniem swoich talentów. Obecnie pracuje jako starszy specjalista ds. reklamy, ale tak naprawdę jej historią zawodową można obdzielić kilka osób – pracowała w księgarni, jako przedstawiciel medyczny oraz pomagała bezrobotnym.