<iframe src="//www.googletagmanager.com/ns.html?id=GTM-TK4BMS" height="0" width="0" style="display:none;visibility:hidden"> Okazje inwestycyjne - coraz trudniej je znaleźć, ale są
NN TFI Investment Partners
Notowania
 
Wstecz

Okazje inwestycyjne - coraz trudniej je znaleźć, ale są

Wygląda na to, że za sprawą banków centralnych rynki finansowe coraz bardziej odrywają się od realnej gospodarki. Są jednak miejsca, które wciąż pozostają mocno związane z rzeczywistością i gdzie władze monetarne się nie zapuszczają (jeszcze?). Być może tam trzeba teraz szukać prawdziwej wartości.

Thumbnail
Renat NadyukovStarszy Zarządzający Portfelami, NN Investment Partners

Lektura na 6 minut.

W drugiej połowie kwietnia jedna rzecz stała się dla mnie jasna - rządy planują otworzyć gospodarki raczej wcześniej niż później.  „Tak szybko, jak to tylko możliwe” ma szczególny wydźwięk w Stanach Zjednoczonych, gdzie Donald Trump w tym roku walczy o reelekcję. To walka, w której tym razem musi się zmierzyć z mikroskopijnym, ale potężnym przeciwnikiem.

 

Kryzys zamienia kapitalistów w socjalistów

Ale rynki akcji w USA – nawet bez otwierania gospodarki – już i tak mają się dobrze. Zdaniem analityków tzw. sell-side’u (domów maklerskich) aż za dobrze, biorąc pod uwagę astronomiczny wyskok bezrobocia. Inwestorom najwyraźniej wystarczy wiara w to, że udało się uniknąć krytycznego przeciążenia służby zdrowia, a krzywą zachorowań – wypłaszczyć. To wiara poparta danymi, ale częściowo również nadziejami niemającymi wiele wspólnego z bieżącą sytuacją, np. ze znalezieniem leku na COVID-19. Z fundamentalnego punktu widzenia rynki muszą naprawdę mocno wyprzedzić realną gospodarkę i myśleć o ożywieniu, które – być może – przyjdzie w latach 2021-2022. Najprawdopodobniej będzie to dopiero rok 2022, kiedy stopa bezrobocia w USA znów spadnie do 5 proc.

Postępujące od połowy marca odbicie na rynkach akcji było imponujące i błyskawiczne jak na wszystkie historyczne standardy. Nie sposób ocenić, czy zaszło za wysoko, czy może za nisko, czy nastąpiło za wcześnie czy zbyt późno. Z całą pewnością wiemy natomiast, że rządy państw i banki centralne podchodzą śmiertelnie poważnie do dalszego pobudzania gospodarki. Wszyscy czytaliśmy o bilionach dolarów wpompowanych w rynki finansowe, ale moim zdaniem o powadze sytuacji świadczy również coś innego – najbardziej kapitalistyczny parlament na świecie, amerykański Kongres, uchwalił m. in. bezpośrednie transfery pieniężne dla wszystkich Amerykanów zarabiających poniżej 75 tys. dolarów rocznie (w ramach pakietu stymulacyjnego przewidziano pomoc nawet dla bezdomnych – łącznie 4 miliardy dolarów).

 

Trudno oprzeć się pokusie

Jakkolwiek zawsze byłem zwolennikiem kupowania akcji na spadkach, to w obecnych okolicznościach coraz trudniej mi dostrzec prawdziwe okazje rynkowe. Po ostatnim żywiołowym odbiciu koszty alternatywne nierobienia niczego stały się stosunkowo niskie. Innymi słowy: niewiele tracimy przyjmując postawę „neutralną” w oczekiwaniu na dalszy rozwój wydarzeń.

W funduszu akcji NN (L) Emerging Europe Equity (inwestującym głównie w Europie Środkowo-Wschodniej), którym zarządzam, zdecydowałem się zrealizować zyski z niektórych pozycji. Gotówki uwolnionej w ten sposób nie zainwestowałem w kolejne spółki, tylko „zaparkowałem”. Dlaczego? W długim terminie obawy pozostają wciąż te same: rynki kapitałowe są zbyt hojne w ustalaniu wycen i alokowaniu ryzyka, a dziś są zastępowane i wypaczane przez jeszcze hojniejszych bankierów centralnych. A to oznacza, że nawet gdy przedsiębiorcy uczciwie podchodzą do szacowania wszystkich czynników ryzyka prowadzenia działalności biznesowej, gdzieś w tyle głowy cały czas muszą walczyć z potężną pokusą nadużycia – czemu mieliby rzetelnie prowadzić biznes, skoro w razie problemów i tak uratują go rządy i banki centralne, np. wykupując dług? Inwestorzy obserwują całą tę sytuację i zakładają się między sobą o to, czy politycy i tym razem wyciągną z tarapatów źle zarządzane spółki, czy może nie. W krótszym terminie rynki wschodzące też borykają się cały czas z tymi samymi problemami – słabością swoich walut do dolara amerykańskiego i brakiem perspektyw na ich umocnienie, a także dalszą walką USA o powstrzymanie ekspansji gospodarczej Chin w roku wyborczym. To wszystko nie stawia emerging markets w zbyt korzystnym świetle.

 

Ujemna cena nie może zjechać dużo niżej

Z wielu bezprecedensowych wydarzeń na rynkach finansowych ostatnio tym, które zaskoczyło mnie najbardziej, był spadek cen ropy naftowej WTI – przejściowo – do minus 40 dolarów za baryłkę. Jeszcze bardziej niezwykły był znikomy wpływ tego wydarzenia na notowania innych klas aktywów.

Ropa naftowa tanieje właściwie od początku roku. Dlaczego rozmaitej maści fundusze hedgingowe zarabiające na nieefektywnościach rynkowych nie zainwestowały w ropę? Z reguły jakość tego, co kupują nie jest dla nich ważna, pod warunkiem, że cena jest odpowiednio atrakcyjna. Tymczasem nie zainteresowały się „czarnym złotem” – w każdym razie niemasowo – nawet gdy jego cena zrobiła się ujemna. Powód jest w gruncie rzeczy prozaiczny – banki centralne nie operują (jeszcze?) na rynku surowców.

Inwestorzy dużo mówią o wycenach, zdyskontowanych przepływach pieniężnych, mnożnikach, koszcie kapitału… Ale w kwietniu ropę naftową można było kupić sporo poniżej jej wartości i to właściwie bez ryzyka. Dlatego jeżeli już mam szukać okazji inwestycyjnych, to uważam, że one się właśnie teraz rodzą w energii - sektorze, w którym nie ma chętnych, żeby brać nawet kiedy im za to płacą. Podaż i popyt są oczywiście kluczowe w determinowaniu cen, ale jeżeli jest jakieś miejsce, w którym można znaleźć bardzo tanią wartość, w dodatku niewypaczoną bezpośrednio działaniami banków centralnych, to widziałbym je właśnie w branżach powiązanych z ropą naftową.

Oczywiście rozumiem, że niskie wyceny nie biorą się znikąd. To prawda, że w USA nie ma teraz fizycznie miejsca na przechowywanie ropy naftowej, ale musimy oddzielić koszty magazynowania od przyszłej ceny samego towaru, którego dziś nie ma gdzie składować. Jestem przekonany, że mało jest dziś klas aktywów, dla których prawdopodobieństwo wzrostu ceny jest tak wyraźnie wyższe niż prawdopodobieństwo spadku.

Gdybym miał wskazać największy czynnik ryzyka w pozytywnym scenariuszu dla ropy byłby to powrót Chin do lockdownu wywołany nawrotem epidemii. Natomiast jeżeli nic takiego się nie stanie i na całym świecie wychodzenie gospodarki z przymusowego przestoju będzie postępować - ropa naftowa i powiązane z nią branże są tym miejscem, gdzie warto szukać realnej wartości.

Warto przeczytać

Sektor ochrony zdrowia nie kończy się na ludziach

Właściwie to, co najciekawsze inwestycyjnie zaczyna się dopiero… od zwierząt. Zdrowie zwierząt to od...

Thumbnail
Hendrik-Jan BoerHead of Sustainable Investments, Senior Portfolio Manager, Sustainable Equity

Rada Polityki Pieniężnej wstrząsnęła rynkiem

W czwartek 28 maja RPP niespodziewanie jeszcze bardziej obniżyła stopy procentowe - referencyjną do ...

Thumbnail
Wojciech GórnyDyrektor Zespołu Zarządzania Papierami Dłużnymi

Jak możemy Ci pomóc ?

Aby się zarejestrować, wybierz produkt inwestycyjny dla siebie.